24 sie 2018

LIST: jestem bardzo dobrym mężem i ojcem. Jednak mojej żonie nie da się dogodzić

tata i dziecko

Nieustannie dostajemy wiadomości i listy od zawiedzionych kobiet, które twierdzą, że ich życie jest trudne i nikt im nie pomaga. Tym bardziej zdziwił nas list od jednego z Tatusiów, który uważa, że... kobiety są zbyt leniwe dzisiaj i coraz trudniej mu dogodzić oczekiwaniom żony, która podnosi poprzeczkę coraz wyżej. Zobaczcie cały list.

Zobacz też: Nie pracuję ale wychowuję dzieci. Uważam, że to ciężka praca!

"Byłem już po 30-stce, gdy zorientowałem się, że moje życie zmierza do nikąd. Prowadziłem lekkie, niezobowiązujące życie. Chciałem mieć kobietę? Miałem. Nie chciałem? Wieczór spędzałem sam i zamawiałem pizzę.

Nie, nie jestem bogatym synkiem. Na wszystko zapracowałem sam. A w przeszłości przeszedłem jeden poważny zawód sercowy, który sprawił, że zacząłem postrzegać kobiety bardziej przedmiotowo. Nadal uważam, że duża część kobiet jest nieszczęśliwa, bo sama się zgadza na to, by być popychadłem czy wybranym tylko punktem na mapie podróżniczej mężczyzny. Macie to, czego chcecie i na co sobie zapracujecie.

I wtedy zupełnym przypadkiem poznałem P. Po kilku latach odmawiania sobie miłości, rezygnowania ze znajomości, które mogłyby się zmienić w coś poważnego, wpadłem po uszy. Była idealna: słodka, ale ze swoim zdaniem, cicha i skromna, ale jak coś mówiła, słuchali jej wszyscy. Z klasą, ale bez przepychu. Dbała o siebie i zawsze była przygotowana, ale miała swoje wartości. Ambitna i pracowita, ale stanowczo mówiła o zakładaniu rodziny. Miała swoje plany i marzenia, ale wiedziała kiedy jest czas na marzenie a kiedy czas na ciężką pracę. Nie była zamożna, ale na szczęście lata spędzone na nadgodzinach pozwoliły mi na szybkie kalkulacje - stać mnie na średniej wielkości mieszkanie, ładny pierścionek i skromne wesele. Nie ma więc na co czekać, to przecież ta właściwa.

Oświadczyłem się po 4 miesiącach. Po roku obserwowaliśmy już rosnące 2 kreski. Oboje podekscytowani jak dzieci. USG pokazało 2 serduszka. No złoty strzał!

Dzień porodu był ciepłym, majowym porankiem. Wszystko było idealne, nie szukałem zgrzytów. Czułem się jak największy farciarz na świecie.

Początki były trudne, bo nocne wstawania, bo Staś miał kolki, a Ala niepotwierdzone problemy ze skórą. Kontrole, szczepienia, pieluchy, praca, dom, wahania nastrojów żony, kredyt i pierwsze problemy z finansami. Czułem, że muszę być bardziej odpowiedzialny - brałem dodatkowe godziny, zlecenia, dyżury. Po roku wyszliśmy na prostą. Wtedy żona podrzuciła pomysł o pobudowaniu domu pod miastem. Potem pojawił się pomysł z nowym autem, bo jak mnie nie ma, to musi jakoś wozić dzieci. No i przyda się do dojeżdżania do pracy jak wróci na etat. Ciągle słyszałem, że dzisiaj musi wyjść i za 3 dni też jest umówiona. Jak nie joga, to wyjazd nad morze z dziewczynami albo koncert za miastem.

Polecamy: Nie wychodzę z domu... bo boję się płaczu mojego dziecka!

Zostawałem z dziećmi, bo czułem, że to moja rola. Czułem, że normalne. Inni ojcowie patrzyli na mnie krzywo pytając, dlaczego daję się tak wykorzystywać. 

Wydawało mi się, że życzenia żony nigdy się nie skończą. Odwrotnie proporcjonalnie do tego, co widziałem na koncie. Czułem się coraz bardziej bankiem, niż mężem. I ciągle, ale to ciągle narzekała. Zawsze miała coś ważniejszego niż wieczór z nami czy popołudnie, ale jak wracała, lista niezrobionych rzeczy tylko się piętrzyła. Czasami byłem tak wywalony z kapci, że nie wiedziałem jak mam na imię i po co żyję, ale księżniczka przychodziła z nowymi życzeniami.

Kłótnie się nawarstwiały. Słyszałem, że się czepiam, że obiad nie ugotowany i że konto znowu wyczyszczone. Wtedy pytałem, co się stało z jej ambicją - przecież miała tyle planów zawodowych, urodziła je razem z dziećmi czy jak? Rzucała we mnie wszystkim co miała pod ręką, krzycząc, że jestem niewdzięczny, że jej ciało tak się zniszczyło po ciąży i że gdyby nie ona, to już na zawsze pozostałbym samotny.

I nie, to nie jest spowiedź rozwodnika czy nieszczęśliwego człowieka. Bo przez większość czasu udaje nam się dochodzić do porozumień i oboje odnajdujemy w tym szczęście. Ale widzę, jak bardzo można sobie utrudnić życie, pozwalając kobiecie wejść sobie na głowę. Nasi ojcowie mieli rację ograniczając kobietom pewne rzeczy. Moja żona sama przyznała że pewnym momencie, że dałem jej za dużo swobody i pomocy. Że ona beze mnie momentami nie potrafi normalnie funkcjonować ani zająć się własnymi dziećmi. I przeraża ją, że miałbym gdzieś bez nich wyjechać.

Cóż, puenta jest prosta: dbajcie o swoje kobiety i dzieci, ale nie pozwólcie sobie wejść na głowę. Ot co, cała filizofia, jak zwykł mawiać mój dziadek. I bądźcie szczęśliwi!"

 

Pamiętajcie, że czekamy na Wasze listy pod adresem: redakcja@supermamy.pl

 

Redakcja

Inne w tej kategorii:

Komentarze (2)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2018-08-27 20:19:35

W tym konkretnym przypadku,pomimo że jestem kobietą ma pan rację.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2018-08-24 17:55:16

Ma Pan 100 racji!!!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz