10 sie 2018

LIST: moja przyjaciółka do Was napisała. Chcę jej odpowiedzieć!

przyjaciółki

Jakiś czas temu publikowaliśmy list od kobiety, która jest zaniepokojona zachowaniem swojej przyjaciółki. Napisała, że zdradza męża i nie poświęca czasu swoim dzieciom. Możecie go w całości przeczytać TUTAJ. Tymczasem właśnie przyszedł na naszą skrzynkę list, który wskazuje na to, że bohaterka wcale nie jest takim czarnym charakterem, jakim opisała ją przyjaciółka. Zobaczcie jej wersję tej historii:

"Przeczytałam ten list i wiedziałam, że jest o mnie. Początek się zgadza - jestem z patologicznej rodziny i nigdy tego nie ukrywałam, nie ma sensu udawać, że było inaczej. Korzystałam z pomocy rodziców H. bo moi mi tego nie zapewnili. Nikt nie jest w stanie oceniać mnie przez pryzmat tamtych wydarzeń, nawet H. Mimo, że była świadkiem tych wydarzeń, nigdy nie czuła tego co ja: odrzucenie, zaniedbanie, pomiatanie i przemoc. Od własnych rodziców.

Zobacz też: Zazdroszczę córce życia. Czy to normalne?

To dlatego starałam się usamodzielnić tak szybko, jak to było możliwe. Chciałam żyć a nie skazywać się na wegetację. Przygotowywałam się na to od dłuższego czasu i kiedy ojciec po raz kolejny przyszedł pijany w sztok, stwierdziłam: dosyć. Nie dam rady więcej. Uderzył mnie w twarz z otwartej ręki, kiedy powiedziałam, że się wyprowadzam z tej meliny. Nazwał mnie su** i niewdzięczną gówniarą. To ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam. Zmarł 2 lata temu.

Konrada poznałam kiedy byłam w dołku. Był czuły, kochany, okazywał mi zrozumienie, wydawał się porządnym mężczyzną, powtarzał, że zasługuję na więcej. Szybko zaszłam w ciążę i początkowe przerażenie zmieniłam w radość, którą budowałam cegiełka po cegiełce. Pragnęłam szczęścia, czułam, że na to zasługuję po latach upokorzeń i zawodów w domu rodzinnym. Sama chciałam mieć rodzinę. A Konrad mi ją oferował, więc przyjęłam jego propozycję i zapewnienia o szczęśliwym życiu.

Z boku życie wygląda jak bajka... no właśnie, z boku. Każdy z nas ma tajemnice, których nie mówi nawet najlepszej przyjaciółce. Tak jak ja.

Moje małżeństwo to klapa. Szybko zapewnienia o bajkowym życiu zderzyły się z rzeczywistością. Mój mąż wolał pracę niż domowe pielesze. I sekretarki, to była jego słabość. Konrad zdradzał mnie jeszcze przed ślubem, ale o tym dowiedziałam się kilka dni przed trzecim porodem. Te piękne słowa były tylko słowami... Jak bardzo prawda bolała. Czułam się, jakbym spadła z deszczu pod rynnę. Śmiał mi się w twarz, że mogę wracać do "kochanych rodziców" i że "nigdzie nie będę miała tak dobrze jak teraz".

Na pozór jesteśmy idealnym małżeństwem, Konrad to idealny aktor, potrafi wszystko zatuszować przed znajomymi i w towarzystwie. Właśnie dlatego zażyczyłam sobie "mercedeska", czuję się bezpieczniej, kiedy wiem, że mogę odjechać bez jego łaski. Jęczałam mu przy znajomych, że przecież jest takim "kochanym mężulkiem" i "kupi żonce mercedeska za bobaska". Nie mógł przecież odmówić, bo co by znajomi pomyśleli? Że jest skąpy albo że mu się życie z żoną nie układa. A no, nie układa się. Tyle, że Konrad zrobi wszystko, żeby wszyscy myśleli, że jest złotym chłopcem a jego życie jest usłane różami.

Wtedy poznałam P., mężczyznę wychowującego samotnie córeczkę. Zdradzony przez żonę, zabrał jej dziecko i uciekł na drugi koniec Polski, odbierając jej prawa, bo jak mówił, eks nie interesowała się ani nim, ani dzieckiem. Jeździłam do niego za miasto, często z Maluchami, bo pod jego blokiem był piękny park i plac zabaw, gdzie nasze dzieci wspólnie spędzały czas. Wtedy H. zrobiła mi tę awanturę. A ja czułam, że Paweł mnie rozumie. Jednak gdy Konrad usłyszał moją rozmowę z "przyjaciółką" kazał mi zerwać znajomość, żeby nie wzbudzać plotek w towarzystwie. Zagroził, że wyrzuci nas z domu. Przestraszyłam się i zerwałam zanjomość.

Polecamy też: Stałam się marionetką mojej teściowej...

Czułam się samotna, nieszczęśliwa i oszukana. Chciałam bajki a mam, no właśnie, co mam? Mam dzieci i nawet nie jestem w stanie im niczego zapewnić. Wtedy na jodze poznałam drugiego P., imiona są te same ale to są zupełnie inni mężczyźni. Zabierał mnie na szybką kawę po zajęciach, opowiadał o pasjach, zainteresowaniach, o wspinaczce górskiej i gitarze, na której gra od 4 roku życia. Kiedy zagrał dla mnie skomponowaną przez siebie piosenkę, poczułam jak miękną mi nogi w kolanach. Zakochałam się.

H. też się dowiedziała o tej znajomości. Ponownie zrobiła mi awanturę. Przytaknęłam i powiedziałam, że to nic i żeby się nie przejmowała, że wszystko jest dobrze, a Konradowi jest wszystko jedno... Podejrzewam, że zazdrości mi "wizji" mojego życia. Ona chyba uważa, że ja całymi dniami siedzę na tyłku i przeglądam sklepy z ciuchami. Zawiodła mnie, myślałam, że lepiej się znamy...

Nie wiem jeszcze co dalej z P. i Konradem. Nie odejdę od niego bo wiem, że zostaniemy wtedy z niczym. Wiem, to patologia, ale obecnie nie widzę innego wyjścia. Póki co P. nie naciska, jest kochany, wspiera mnie. Ale wiem, że przyjdzie dzień, kiedy będę musiała zdecydować. Narazie po cichu odkładam pieniądze, żeby mieć z czego wystartować...

Ciekawa jestem tylko miny mojej H.... Fajnie się tak czyta o sobie w internecie? Mam nadzieję, że dobrze się bawisz..."

 

Pamiętajcie, że czekamy na Wasze listy pod adresem redakcja@supermamy.pl

 

AK

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz