04 sie 2018

LIST: moja przyjaciółka zdradza swojego męża. A w domu czekają też dzieci...

kobieta

W naszej skrzynce reakcyjnej znaleźliśmy list, na który długo pisaliśmy odpowiedź. I nadal nie jesteśmy pewni, czy można coś rozsądnego poradzić w tak patowej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza czytelniczka. Przeczytajcie sami.

"Pochodzę z małego miasta spod Krakowa. Od zawsze w moim życiu były trzy osoby: mama, tata i Paulina. Była jak moja siostra, praktycznie pomieszkiwała z nami, mimo, że jej blok był pięć kroków od naszego. W jej rodzinie jednak nigdy nie było spokoju i myślę, że to właśnie przyciągało ją tak mocno do naszego mieszkania. Spędzałyśmy ze sobą wakacje, ferie, każdą przerwę w szkole, nawet siedziałyśmy w jednej ławce. Od zawsze ciągałyśmy się razem wszędzie. Taka przyjaźń od dzieciaka, wiecie.

Kiedy jej ojciec pił i przychodziła do nas posiniaczona i zapłakana, moja mama tylko dzwoniła do jej mamy, że jest u nas i po prostu karmiła ją, myła i kładła spać. Jednak kiedy pobił ją gdy miała 17 lat, postanowiła uciec z domu. Nie chciała już pomocy moich rodziców, mimo, że traktowała ich zawsze z szacunkiem. Mówiła, że sobie poradzi.

Polecamy: Stałam się marionetką swojej teściowej

I faktycznie tak było. Ale zawsze utrzymywał ją ktoś, bo Paulina nie lubiła pracować i nie miała do tego ręki. Zawsze coś robiła nie tak, no i szybko się poddawała. Moja mama powtarzała, że trzeba jej to wybaczyć, bo to napewno wina jej rodziców, bo nie mieli dla niej serca i czasu na jej wychowanie.

Paulina jest piękna, zawsze była. Byłam jak jej młodsza, brzydsza koleżanka. Kaczuszka, wiecie, taka co się chowa za nią jak jej cień. Jest też przebojowa, zawsze radosna, uśmiechnięta. Potrafiła kryć się z negatywnymi emocjami i cierpieniem, wkładała maskę i świat znowu był piękny. Za to mężczyźni kochali Paulinę. Dawali jej wszystko co chciała, szaleli za nią od kiedy pamiętam.

Nie zdziwi Was zapewne to, że Paulina bardzo szybko znalazła przystojnego, bogatego z domu chłopaka, który oświadczył jej się 15 sekund po tym, jak przybiegła do niego zapłakana, że jest w ciąży. Był piękny, wystawny ślub i zapewnienia rodziców Konrada, że dadzą im wszystko, czego będą potrzebowali, ale przede wszystkim dadzą synowi pracę. Ona miała wtedy 19 lat, urodziła mając 20. Ja wtedy zaczynałam studia, pierwszy raz bez Pauliny siedziałam w ławce i próbowałam się odnaleźć w nowej sytuacji. Ale moje życie nie było ważne, to Paulina zawsze przyciągała uwagę innych...

Ciągle słuchałam, że Konrada nie ma w domu, dziecko płacze, a te 3 kilogramy zrzuca już pół roku. I że napiłaby się alkoholu, więc z dnia na dzień odstawiła dziecko od piersi. Wtedy wydawało mi się, że robi dobrze, ale skąd w wieku 20 lat mogłam wiedzieć, co i jak? Popierałam ją w jej wyborach, wycierałam łzy i było tak jak dawniej...

Zobacz też: Tydzień temu o tej porze byłam jeszcze w ciąży

Potem Paulina urodziła drugie dziecko, a jej mąż harował do ciemnej nocy w firmie ojca, a na boku rozkręcał własny biznes. Ona siedziała sama, często wydawała pieniądze na głupoty, ewidentnie się nudziła. Za trzecie dziecko dostała luksusowy model auta, bo bardzo się jej podobał i jęczała Konradowi tak długo, aż to zrobił. Ale Paulinie to nie wystarczało, a mi coraz bardziej zaczynała ciążyć ta znajomość. Tym bardziej, że moje argumenty coraz rzadziej do niej trafiały.

Wtedy odkryłam, że dodatkowe kilometry, które robiła swoim "auteczkiem" marnowała na innego mężczyznę... Byłam zawiedziona i zrobiłam jej wyrzuty. Kocham jej dzieci jak własne, nie chcę, aby działa się im krzywda. Paulina powiedziała, że przesadzam, że nic się nie działo, bo nic nie robili. No i że Konrad nie poświęca jej czasu, a tamten miał dla niej go mnóstwo...

Po długiej rozmowie zgodziła się zerwać tę znajomość. Namówiłam ją też na szczerą rozmowę z mężem, przecież małżeństwo to nie jest tylko papierek i dawne wspomnienie młodzieńczej miłości. Nad tym trzeba pracować i pracować, a nie położyć się i leżeć... I wszystko było dobrze, do czasu, aż spotkałam ją na mieście z kolejnym mężczyzną. Równie przystojnym i bogatym, co jej mąż.

Tym razem nie dała się przekonać. Mówi, że się zakochała. Ale nie odejdzie od Konrada, bo mają razem dzieci. A on jest tak zakochany w swojej pracy, że i tak mu wszystko jedno... pewnie nawet nie zauważy, tak przynajmniej twierdzi Paulina. Nie śpię po nocach, bo nie wiem co mam z tym zrobić... Z jednej strony, to nie moja sprawa, ale ja tak kocham te dzieci. Czy mogę im pomóc uniknąć cierpienia? Coraz mniej zależy mi na Paulinie, zmieniła się, jest straszną egoistką. Ważne są dla mnie maluszki... przecież to niewinne dzieciaki. Co mogę zrobić? Poradźcie!"

 

Pamiętajcie, że na Wasze rady oraz listy czekamy pod adresem: redakcja@supermamy.pl

 

AK

Inne w tej kategorii:

Komentarze (1)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2018-08-06 06:12:51

Przestań się wtrącać do cudzego małżeństwa. A może im tak dobrze. Wielu facetów wie, że ich żona się puszcza i woli udawać że nic nie wie. Tekst, że kochasz jej dzieci jak własne to bzdura. Urodzisz dziecko to dopiero przekonasz się to znaczy kochać własne dziecko. A może chętnie zajęłabyś jej miejsce u boku jej męża? A ta troska o dzieci to tylko przykrywka.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz