20 sie 2018

LIST: moje małżeństwo umiera przez dziecko... Pomóżcie!

para

Kiedy rodzi się dziecko, świat wywraca się dla wielu z nas do góry nogami. Od momentu porodu jesteśmy nie tylko odpowiedzialni za życie małego człowieka, chociaż to na nim głównie początkowo skupiamy swoją uwagę. Cierpi często na tym nasz związek i relacje z innymi ludźmi. Warto na to zwrócić uwagę, zanim będzie za późno - jak w przypadku naszej czytelniczki.

Zobacz też: Tydzień temu o tej porze byłam jeszcze w ciąży...

"Miałam 23 lata, kiedy poznałam swojego przyszłego męża. Szybko zaczęliśmy być parą, po roku zamieszkaliśmy razem, snuliśmy plany na dalsze życie. Nie było w nich jednak miejsca początowo na dziecko. A jednak kilka tygodni po ślubie dowiedziałam się, że będziemy rodzicami. On ucieszył się bardziej niż ja. Ja długo wychodziłam z szoku.

Zanim zdążyłam się otrząsnąć, moje ciało zaczęło się zmieniać. W międzyczasie jeszcze na szybko kupiliśmy większe mieszkanie, kredyt i remont w jednym - byliśmy wykończeni, ale podniecenie i ekscytacja mojego męża dawała nam namiastkę szczęścia. Chyba czułam się szczęśliwa, przynajmniej dlatego, że on był.

Ciąża pod koniec zaczęła być trudna, szczególnie psychicznie. To był pierwszy moment kryzysowy. Narzekałam, dużo. Płakałam też sporo. On na początku wykazywał się ogromną troską, ciągle się mną zajmował, chodził ze mną do lekarza. Pomagał mi bardzo w tych trudnych chwilach. Czułam, że jesteśmy w tym razem w 100%. I mimo, że czasami słyszałam, że jestem egoistką i jak mogę narzekać na naszego syna, to jakoś dawaliśmy razem radę. A jednak po porodzie mój mąż przerzucił się na naszego syna. Wiem, to egoistyczne. Ale bardzo brakowało mi tego, do czego zdążył mnie przyzwyczaić. Do czasu, troski, czułości. Byłam bardzo na dalszym planie, więc odpowiedziałam tym samym.

Polecamy: Miałem rodzinę i dzieci. Z wszystkiego zrezygnowałem dla innej kobiety

Kolki nas zabijały, nie spaliśmy oboje. Kłóciliśmy się o bzdury - niewyrzuconą pieluchę, wysypkę na plecach, brak zrobionego obiadu. Czułam się wykończona. Mały za dnia spał sporo, więc mój mąż oczekiwał, że dom będzie ogarnięty, rachunki popłacone, zakupy i obiad same się zrobią. Im więcej jednak zbierało się nieprzespanych nocy, tym było gorzej. Wręcz namacalnie się staczaliśmy, a kłótnie narastały, jak odkładane w przyszłość niewyleczone przeziębienie. Wiesz doskonale, że uderzy Cię ze zdwojoną siłą w najmniej odpowiednim momencie,  a mimo to i tak odkładasz to na potem.

Nawet nie wiem, kiedy przestaliśmy mieć czas dla siebie. Nie zadbaliśmy o czułe gesty, skończyła się między nami chemia. Nikomu też nie chciało się pracować nad tym, by była. Więc zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu. Zjadła nas codzienność. Byłam już żoną, nie ukochaną. Nie wiem też po której kłótni się złamaliśmy na tyle, że od czasu do czasu jego spanie na kanapie stało się dla nas normą.

Między nami jest chłód, nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Proponowałam terapię, ale się nie zgodził. Nie chce też ze mną rozmawiać, chociaż gorączkowo pragnę chociaż zamienić kilka słów. Czasami w nocy go przychodzę przytulić, jak śpi. Czuję się wtedy tak, jakby nadal było między nami jak kiedyś. Rano jednak znowu jest w naszym domu grenlandia. Od kilku tygodni nawet się nie kłócimy bo są o to samo zawsze i tak samo się kończą, więc... po co próbować?

Przeczytaj: Jestem dumna z córki, ale zazdroszczę jej życia. Czy to normalne?

Staś ma 2 lata, a ja myślę o rozwodzie. Podejrzewam też, że on kogoś ma. Nie wyobrażam sobie rozwodu, ale chyba nie ma już innego wyjścia. Jak myślicie? Czy powinnam walczyć? 

Czuję, że sama odchodzę od zmysłów. Pomóżcie!"

 

Pamiętajcie, że czekamy na Wasze listy pod adresem: redakcja@supermamy.pl

 

Redakcja

Inne w tej kategorii:

Komentarze (4)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2018-08-21 09:03:15

problem również polega na tym, ze rodzicielstwo jest pokazywane praktycznie wszędzie z tej ‚dobrej strony’ nie mówiąc o tych mniej przyjemnych sprawach. W moim przypadku również tak było. Fakt, każdy powinien się z tym liczyć decydując się na dziecko, ale patrząc w internecie na ta cała sielankę związana z rodzicielstwem i to jak dziecko powinno zbliżać rodziców można łatwo wyobrazić sobie takie życie. Niestety prawda potrafi być zupełnie inna. Oczywiście również ... jestem zdania, ze dziecko powinno łączyć ludzi a nie dzielić tak w praktyce często związki są wystawione na ciężka probe. Głównym powodem jest brak czasu tylko dla rodziców. Nie wszędzie jest tak, ze mamy kogo poprosić o pomoc żeby przypomnieć sobie, ze rodzice również powinni pielęgnować swój związek a nie tylko i wyłącznie dziecko. Zaraz posypią się pewnie zdania typu: każdy powinien sobie radzić, nie po to rodzi się dzieci żeby liczyć na pomoc innych. Po części się z tym zgadzam, bo mi również nie chodzi o to żeby często ktoś nam w tym pomagał abyśmy mogli odetchnąć. W moim przypadku było tak, ze z zajściem w upragniona ciąże zaczęło nam się wszystko sypać gdzie wcześniej życie było ustabilizowane, inaczej przecież nie decydowalibyśmy się na dziecko. Zaczęło się od straty pracy męża i znalezienie innej gorzej płatnej (było ciężko) do tego, przymusowa zmiana mieszkania, trzeba kupić wyprawkę dla dziecka i liczyć każdy grosz, narodziny naszej córeczki, jeszcze większe koszty brak wsparcia od rodziny. Jestem raczej osoba ‚dumna’ nie proszącą się o pomoc ale to były sytuacje naprawdę ciężkie. Rodzina wypięła tyłek, pomagając wiecznie siostrze która również była w ciąży i tak naprawdę nie miała takiej sytuacji jak ja, ale jako pupilek była głaskana wiecznie przez rodziców, a ja ciagle słyszałam, musicie poradzić sobie sami. Mąż zapierdzielal od rana do wieczora żeby nas utrzymać gdy wracał był zmęczony, ja również. Cała uwaga była poświęcona dziecku z mojej jak i z jego strony, tylko ze ja go barfzo potrzebowałam a mąż odsunął się ode mnie przez te wszystkie problemy jakie mieliśmy, kłóciliśmy się o to ze unikał ze mną zbliżeń, interesował się innymi atrakcyjniejszymi i zgrabnymi kobietami w internecie, ja chcąc ratować związek próbowałam go zachęcić do bliskości ze mną, ale dopiero teraz widze ze robiłam to strasznie nieudolnie. Wystarczyła wizja ‚zmęczonego męża” i wybuchałam. Co go jeszcze bardziej ode mnie odsuwało. Nadszedł moment w którym dowiedziałam się nieprzyjemnych rzeczy na jego temat i doszło do tego ze mieliśmy się rozwieść. Momentalnie męża oświeciło bo zobaczył co może stracić i zaczął się starać, znów zaczęliśmy pielęgnować związek. Mała rosła a wraz z nią problemy zaczęły się stabilizować. Szczera rozmowa z moja mama również wpłynęła na to ze 2 razy do roku możemy wyjść sobie na kolacje (niby nic) ale dla mnie to coś bo gdy córka chodzi spac również potrafimy spędzać ze sobą ten czas. Kiedyś o tym nie było mowy. Należy również pamiętać, ze każde dziecko jest zupełnie inne, jedne więcej śpi inne mniej, u niektórych bywają kolki, u innych dziecko chce być cały czas tulone. Nie można wychować sobie takiego malca który posiada swój charakterek dlatego nie lubię opini ze trzeba robić tak czy tak bo później nie dziwić się ze jest jak jest. Jakkolwiek to nie brzmi. Ale taka jest prawda. Rodzicielstwo wystawia związek na swego rodzaju próbę albo to przetrwamy albo nie będziemy szczęśliwi ze sobą co łączy się z roszstaniem czy co gorsza zdradami. Mam nadzieje, ze autorce listu również się wszystko ustabilizuje ze szczerego serca jej tego życzę, bo rozumiem co czuje. Jak i również wszystkim rodzicom którzy zmagają się z tego typu problemami Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Madzia
2018-08-21 06:22:57

Po pierwsze to nie wina dziecka... Nigdy nie jest to rodzice odpuszczają i przestają się starać... Mam dwóch synów obaj pochłaniają mnie w 100 ale czas gdy pójdą spać jest nasz i tylko nasz dodam że młodszy ma 2lata a nadal nocy nie przesypia więc wiem co mówię o nieprzespanych nocach i zmęczeniu... Najpierw porozmawiaj z mężem szczerze ustalcie co i jak z wami bez kłótni i oskarżeń bo to bez sensu... Dziecko jest najważniejsze w tej sytuacji...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2018-08-20 23:15:16

U mnie było podobnie. Ale dużo pomogła Teściowa. Jak było między nami naprawdę kiepsko potrafiła wziąć dziecko na weekend, żebyśmy mieli czas tylko dla siebie. Nie tylko kino, kolacja, seks, ale też spokojna rozmowa, nieprzerywana płaczem dziecka i wyspanie się nawet 12 godzin. Raz w miesiącu taki weekend potrafił dużo naprawić. Z czasem było coraz lepiej. Jak młody miał ok 2 lat wszystko się unormowało.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2018-08-20 21:38:44

U mnie to samo tylko mój mąż dla ratowania sytuacji wymyslij sobie drugie dziecko. Tak więc teraz mam dwójkę i zaczynam tak jak by od nowa. Dzieci nie mogą wychowywać się w takiej atmosferze. Starszak jest kłębkiem złych emocji - za długo zwlekalam.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz