17 lip 2018

LIST: Nienawidzę swojego ciała po ciąży. Nie czuję się w swojej skórze dobrze!

kobieta

Ciało po ciąży się zmienia, tego musi być świadoma każda kobieta po ciąży. Jednak czasami zmiany, jakie zostawi po sobie 9 miesięcy, są bardzo trudne do przeskoczenia. I trudno się z nimi pogodzić. Wtedy potrzebne jest wsparcie rodziny i bliskich, a jeśli to nie wystarczy, trzeba zwrócić się po pomoc do specjalisty. To też zalecamy Pani, która wysłała do nas ten list. Niestety, nie odpowiedziała na naszego maila.

"Wiedziałam, że ciąża to trudny okres. Jednak zachodząc w ciążę w wieku 23 lat nie miałam zielonego pojęcia, na co się piszę. Teraz to wiem. Ale skąd mogłam wiedzieć wtedy, jak koszmarnie będę się czuła zaraz po?

Na początku było dobrze, we wczesnym etapie miałam mały brzuszek, tyłam tyle, ile zalecają lekarze i dietetycy. Wiecie, taka ciążą fit. Byłam przekonana też, że ze wzgędu na wiek, będzie mi łatwiej ze wszystkim. No ale do rzeczy. Dziecko było zdrowe, to najważniejsze, rozwijało się a my z partnerem byliśmy przeszczęśliwy. Górki zaczęły się wtedy, gdy przekroczyłam 6 miesiąc. Urosłam wtedy jak napompowany balon. I niewiele mogłam z tym zrobić, wiadomo. 3 ostatnie miesiące okazały się straszną męczarnią, pod koniec miałam też okropne myśli, wręcz czułam, że coś szepcze mi do ucha, abym sobie i dziecku zrobiła krzywdę.

Modliłam się, codziennie, jak nigdy wcześniej. Bałam się samej siebie.

Mimo to, każdego dnia było tylko gorzej. Pod koniec 7 miesiąca pojawiły się małe oznaki rozstępów. Smarowałam się, dbałam o skórę od początku. Miałam nadzieję, że to jakiś zły sen albo przewidzenie. I po porodzie zniknie.

Niestety, po długim i wyczerpującym porodzie okazało się, że to wielkie rozstępy. OGROMNE. Takie, że nie marzę od tamtego dnia o założeniu bikini. Jestem szczupła, nawet chudsza niż przed porodem. Ale nie mogę patrzeć w lustro. Płaczę, jak widzę jak wygląda spustoszenie na moim ciele.

Wszyscy mówili, że to takie piękne przeżycie. Mały człowiek, miłość przeogromna. I niby się cieszę, ale ta jedna rzecz nie pozwala mi z tym normalnie się pogodzić.

Nie sypiam z moim facetem, bo nie umiem się wyluzować. Próbowaliśmy wielokrotnie, nawet zrezygnowałam z karmienia piersią, aby napić się spokojnie alkoholu i wyluzować. Nic, nadal byłam spięta jak szczota od kija. Nie umiem, po prostu nie umiem. Ta bariera w mojej głowie tylko rośnie i mam wrażenie, że nigdy jej nie pokonam. Partner na początku rozumiał, wspierał i był cierpliwy. Ale kolejne próby tylko mnie abrdziej denerwowały. I były coraz rzadsze. A ja ciągle czułam się tylko brzydsza, bardziej zaniedbana, mniej atrakcyjna.

Teraz już nawet nie próbujemy. Ciągle się kłócimy. A ja podejrzewam, że mnie zdradza. Mam nawet na to dowody, ale boję się, że jak powiem mu, że wiem, to odejdzie. A nie chcę wychowywać dziecka sama.

Kocham synka, jest moim małym szczęściem. Ale nie jestem sobą, od ciąży nie mogę się pogodzić z tymi zmianami. Po prostu nie potrafię. A mam tylko 26 lat! Myślałam, że w tym wieku będę w pełni szczęścia i życiowej harmonii, szczególnie kiedy dowiedziałam się, że będzie nas więcej... Tymczasem... Nienawidzę swojego ciała, wygląda jak rozjechane walcem, a ta skóra, która zwisa z każdej strony. No dramat! 

Wszystkie kobiety, które zachodzą w ciążę - przygotujcie się na to, że może być zupełnie inaczej, niż sobie wymarzyłyście. Życie jest jednak brutalne i z pewnymi rzeczami nie wygracie. 

Owszem, dzieci są najważniejsze. Nie przeczę, ale lepiej wiedzieć, na co się człowiek pisze... Ja już nie myślę o powiększaniu rodziny. Po prostu nie chcę. Nie przeżyję tego drugi raz. No i nadal nie wiem, czy mam z kim dalej tworzyć tę rodzinę... Wszystko się zmieniło. I nie mogę powiedzieć, że na lepsze."

 

Pamiętajcie, że czekamy na Wasze listy pod adresem redakcja@supermamy.pl

AK

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz