07 cze 2018

Trafiłam ze swoim dzieckiem na SOR...

szpital

Nie ma chyba gorszej katastrofy dla Rodzica niż widoczne gołym okiem błędy jego opieki nad swoją Pociechą. Nikt nie prowadzi oficjalnych statystyk, które odpowiedziałyby na pytanie ilu Niemowlaków rocznie ląduje na SOR-ze. Z rozmowy z zaprzyjaźnionym lekarzem Pediatrą wiem, że jest ich masa. Część trafia tam z powodu wielkich obaw Rodziców i nadmiernej troski, która potrzebuje potwierdzenia lekarza, że z ich Maluszkiem wszystko w porządku. Inne niestety trafiają z poważnymi zaburzeniami i problemami zdrowotnymi, które wymagają pilnej pomocy lekarskiej.

Jednym z popularniejszych "żartów" lekarzy Pediatrów jest powiedzenie: "Matki dzielą się na dwie kategorie - te, którym dziecko spadło z łóżka oraz te, które się do tego nie przyznają". Można śmiać się przez łzy, ale osobiście wolę nadwrażliwego Rodzica od tego, który, mówiąc kolokwialnie, olewa swoje Dziecko. A i takich rodziców spotkałam na korytarzu SOR-u. Była też znana aktorka, która w ostatnich latach zmieniła się w "Instagramową Mamę". Wraz z równie znaną Siostrą, czekała w kolejce bez specjalnego zadęcia i przywilejów. Jak wszyscy.

W takich chwilach i miejscu czuć specjalną więź między Rodzicami. Każdy chce jak najlepiej dla swojego Dziecka, ale pragnie też wszystkiego dobrego dla Malca sąsiadki z ławeczki w poczekalni. To przywraca wiarę w ludzkość i buduje moją dumę z bycia Polką. A co tę wiarę depcze i opluwa? Sytuacje, których świadkiem był każdy z nas - zdenerwowany, awanturujący się Pacjent, oczekujący natychmiastowej pomocy ze strony Personelu. I opryskliwy, nieprzyjemny Personel szpitala, który odmawia jakichkolwiek informacji, pomimo świadomości, że niektórzy z czekających są tam już ładnych parę godzin i czekają na jakikolwiek strzępek informacji na temat zdrowia własnego bądź bliskich.

Jaka jest puenta mojego wywodu? Kochani Polacy, szanujmy się wzajemnie i starajmy się zrozumieć drugiego człowieka. Nie tylko w sytuacjach, w których łatwo to zrobić i kiedy nie wymaga to od nas specjalnych starań. Spróbujmy szanować i wspierać się wzajemnie w sytuacjach, w których obie strony są w trudnej sytuacji. Jako rodzic doskonale rozumiem Rodziców martwiących się o własne Dziecko. Jednak po drugiej stronie jest też osoba, która być może jest na zmianie kolejną godzinę i od dłuższej godziny nie miała nawet chwili, by napić się szklanki wody. A może po drugiej stronie jest też osoba nie tylko zmęczona, lecz także w trudnej sytuacji. Może martwi się o własne dziecko, może jest przepracowana, a może zwyczajnie ma gorszy dzień.

Jeszcze nie widziałam, żeby awantura przyniosła którejś ze stron coś dobrego. Co innego szacunek. Zatem szanujmy się - to jedyne rozwiązanie.

 

AK

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz