Sepsa meningokokowa zabiła Alfiego w 8 godzin

Zaczęło się od wysokiej gorączki, a po kilku godzinach 2-letni maluch już nie żył.

Alfie Coxon

Alfie Coxon z miejscowości Runcorn w hrabstwie Cheshire, położonym w zachodniej Anglii, wstał trzymając się za uszy i szyję. Temperatura jego ciała przekraczała 39 °C. Kiedy mama spostrzegła, w jakim stanie jest jej dziecko, natychmiast postanowiła pojechać z nim do szpitala.

Pielęgniarka w Halton General Hospital, do którego przybyli, obejrzała chłopca i stwierdziła, że dolega mu zwykła infekcja ucha. Zignorowano to, że chłopiec miał nie tylko gorączkę, ale także zimne rączki i stópki oraz opuchniętą szyję - co było bardzo niepokojącymi objawami u dziecka. Pomimo jęków chorego, lekarz zapewnił, że wszystko jest w porządku, zapisał antybiotyk i wypisał Malca ze szpitala.

Mama postąpiła zgodnie z zaleceniami, wróciła do domu i podała Alfiemu antybiotyk. Stan jej dziecka gwałtownie się jednak pogorszył w zaledwie kilka godzin. Wybrała się więc z synkiem do innego szpitala, zanim jednak do niego dotarła, na skórze dziecka zaczęły pojawiać się małe purpurowe plamki, a dłonie i stopy zrobiły się sino-niebieskie. Mimo że lekarze przystąpili do reanimacji, Alfie zmarł.

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz