Dziecko zimnego chowu. Jeśli tak wychowujesz, krzywdzisz.

Kiedy odmawiasz dziecku ciepła, kontaktu, okazywania uczuć i bliskości, tworzysz mu zamiast domu zamczysko z lodu, w którym jego wrażliwość, ciekawość świata, budzące się uczucia i wszystko to, co mogłoby się składać na jego harmonijny rozwój – nie ma szansy rozkwitnąć. A może sama dorastałaś w takiej twierdzy?

smutne dziecko

Joanna Weyna Szczepańska: Co dzieje się z dzieckiem, które dorasta w emocjonalnej pustce? W domu, w którym panuje uczuciowy chłód?

Małgorzata Liszyk-Kozłowska: Rozumiem, że ma pani na myśli tzw. normalne domy, w których rodzice mieszkają razem. Nie było rozwodu, a dzieci nie są bite i zaniedbywane materialne. Gdzie natomiast brakuje uśmiechu, rozmowy, uwagi, empatii, radości, zabawy.

Już słyszę w pani głosie sarkazm. Bo to nie są normalne domy…

To są pełne smutku i dręczącej ciszy twierdze, zamczyska z lodu, w których dziecko, jego wrażliwość, ciekawość świata, budzące się uczucia i wszystko to, co mogłoby się składać na jego harmonijny rozwój – nie ma szansy rozkwitnąć.

Do znudzenia powtarzam, że najlepsza rzecz, jaką rodzice mogą uczynić dla swoich dzieci jest pokazanie im na czym polega dobry związek. Kiedy rodzice – zamiast miłością, darzą się milczącą niechęcią, a bywa że i nienawiścią, i okazują sobie bierną agresję – unicestwiają w pewien sposób swoje dziecko. Chłód panujący między rodzicami przenosi się również na nie. Co robi człowiek pozbawiony szansy odczuwania ciepłych uczuć i odwzajemniania ich? Zapada się w sobie? Pochłania go smutek, przygnębienie, a nawet depresja. Co dzieje się z dzieckiem? To samo – gaśnie, zastyga. I to zarówno w sensie psychicznym, jak i fizycznym. Przeprowadzono dziesiątki eksperymentów, z których jasno wynika, że człowiek dorastający w uczuciowej izolacji, bez miłości, czułości w głosie i dotyku, gorzej sie rozwija. Najczęściej jednak będzie głęboko cierpieć, mieć poczucie samotności, nieumiejętności swobodnego życia wśród rówieśników, później także pośród dorosłych. Nie zawsze będzie zdawać sobie sprawę ze źródła własnych problemów.

Zimno mi się robi, gdy tego słucham.

Właśnie, zimno. Dziecko kuli się w sobie. Nie doznaje, nie uczy się, nie rozwija w harmonii. Nie doświadcza dobrej, wzmacniającej więzi, więc pozwala obezwładnić się przez lęki. Przeżywa autentyczny, niemal fizyczny ból odrzucenia, który może objawiać się somatycznie. Dzieci, które nawet jeśli są kochane przez swoich rodziców, ale są wychowywane w zimnym emocjonalnie domu, nie są obdarzane ciepłem, czułością, uwagą, dobrym słowem, wsparciem i troską – są dziećmi, które nigdy lub zbyt rzadko były radosnymi, beztroskimi istotami. Kiedyś usłyszałam od pacjenta – zawsze czułem sie starszy od moich rówieśników.

Te dzieci dorosną. Co wtedy?

Już podczas dorastania mogą odbierać świat jako miejsce zagrożenia. Niebezpieczne. Mają trudność z zaufaniem lub ufają za mocno. Rozpaczliwie lgną do osoby, która okazała ciepło, albo odrzucają jakiekolwiek przejawy sympatii. Nieumiejętność wyrażenia własnych uczuć (bo kto miał je tego nauczyć w milczącym, zimnym domu) powoduje, że nie potrafią się obronić. Są niezwykle podatne na zranienia. Są bezsilne wobec zadawanych im krzywd. Czują się bezradne. Nie wiedzą, jak zareagować.

Wielu dorosłych w terapii mówi mi na wstępie, że mieli normalny dom, ale nie potrafią radzić sobie w dorosłym życiu. Wciąż mają pod górkę. W związkach, w rodzinie, w pracy. I to są bardzo trudne sytuacje do przepracowania, ponieważ ci ludzie nie mogą odwołać się do jawnej agresji, do bicia czy krzyku. Bo w domu, w którym dorastali na pozór było wszystko ok.!

Czego zabrakło?

Czegoś, co jest najważniejsze. Dobrej, dostępnej i bezwarunkowej miłości. Taka miłość jest  jak serce w ciele. Gdy serce przestaje bić, całe ciało umiera. Taka miłość jest sercem.

Jako współcześni rodzice mamy zatem łatwiej czy trudniej?

Obecnie nie wychowujemy dzieci w czasach bezpośredniego zagrożenia życia. Rodziny wielodzietne są w mniejszości. Najczęściej mamy pracę i możemy zapewnić dzieciom byt. Dziś mamy więc przestrzeń, aby świadomiej i krytyczniej przyjrzeć się swoim zachowaniom wobec dzieci. Obecna wiedza na temat rozwoju człowieka pozwala nam sięgać po odpowiednie narzędzia do pracy nad sobą i w celu poprawienia funkcjonowania własnej rodziny. Po to, aby uwolnić nasze rodzicielstwo i nasze relacje z dziećmi od niepotrzebnego i destrukcyjnego ciężaru, a czasem wręcz cierpienia.

Nie zarażajmy naszych dzieci własnym smutkiem, żalem, poczuciem beznadziei, lękiem, zgorzknieniem. Należy je pozostawić w przeszłości. W miejscu, gdzie się zrodziły i gdzie powinny pozostać.

To nie jest łatwe zadanie. Jak się za nie zabrać?

To trudna droga, ponieważ płynięcie do źródła jest zawsze pod prąd, ale spróbujmy ze względu na jakość naszego życia i jakość życia naszych dzieci budzić w sobie świadomość własnych zachowań, nawyków, odruchowych i reakcji. Zaobserwujmy jak przekładają się one na nasze relacje z bliskim, z dziećmi, na nasze wybory i działania. Czasami potrzebna jest psychoterapia. Sama świadomość nie wystarczy, chociaż zdobycie jej to przeogromny krok naprzód. Trzeba wiedzieć, jak uporać się z „trupami” z przeszłości. Jak zrobić porządek we własnym życiu. Musimy dowiedzieć się, co nas uszkodziło, co nam przeszkadza realizować wolną od napięć, i od cierpienia, relację. Zamykanie siebie i reszty rodziny w zamku z lodu prędzej czy później doprowadzi do nieszczęścia.

Jakie więc może stać się dziecko tzw. zimnego chowu?

Pełne niewyrażonych emocji i uczuć. Tęsknoty i trudnej do zniesienia samotności. Mające naturalną potrzebę tworzenia więzi, jednak nie umiejące jej budować, ponieważ nie wie, jak to się robi. W rodzinnym domu, gdzie rodzice się nie lubili, nie szanowali siebie i swoich dzieci, nikt go po prostu tego nie nauczył!

Takie dziecko pozostaje jakby za szklaną szybą. Odgrodzone od świata. Będzie bało się ją zbić, ponieważ za nią czyha niewiadome. Może być jeszcze trudniej niż w samotnej twierdzy.

Wychowując dzieci w milczeniu, bez okazywania im uczuć, albo narażając je na odczuwanie i doświadczanie chłodu między rodzicami, którzy są przecież dla dziecka całym światem, zadajemy im ogromny ból i robimy  krzywdę. A przecież tak naprawdę kochamy je nad życie! Dlatego często proszę moich dorosłych pacjentów, którzy przyglądając się własnemu dzieciństwu i dostrzegając nieprawidłowości w funkcjonowaniu ich domu rodzinnego, aby mieli na uwadze, że niemal zawsze te nieprawidłowości powstały nie z braku miłości do nich, ale z powodu błędów wychowawczych wynikających np. z baraku wiedzy o psychice dziecka i błędnych założeń, co jest dla niego dobre. Pełna rodzina to nie jest stan prawny, ale przede wszystkim – stan emocjonalny .

 

Komentarze (1)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

natalia
2018-03-06 18:01:21

zamczysko z lodu, które tworzy dom rodzinny jest normalną opcją w ogóle zdarzającą się w życiu. dziecko żyjąc także na takim pułapie staje się bardziej rozsądne w ocenie sytuacji, potrafi nie ulec wpływom. nie jest to najgorsze, co jest dla dziecka w wychowaniu najgorsze. najgorsze to takie normalne, życiowe zjawiska dziecku uniemożliwiać. chłód emocjonalny nie jest tylko związany ze wzmożonym działaniem, ale też z atmosferą. najgorsze w tym jest, że dziecko jes ... t pozbawione możliwości normalnego funkcjonowania psychiki, co uniemożliwia takiemu dziecku funkcjonowanie w społeczeństwie, a całkowite dziecka wychowanie w braku emocjonalnych relacji sprawia, że człowiek staje się niezdolny do różnych rzeczy. bardzo szkodliwe dla dzieci jest pozbawianie szczerości emocjonalnej, prawdziwości w relacjach, i jest uzależnione od swoich potrzeb emocjonalnych. to jest takie wychowanie, i kreowanie charakteru dziecka. wtedy łatwiej takie dziecko jest przystosować, itd. ale kiedy dziecko, które potrzebuje normalnej relacji naturalnej, emocjonalnej, nie ma zapewnionej jej, ma trudności wielkie z normalnym zachowaniem. takie rodziny, które tak funkcjonują bardzo często to jest naturalne, takie zachowanie, i dziecko też tak wtedy funkcjonuje. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz