Czy to jeszcze zabwa, czy już znęcanie?

Nie piętnowałabym od razu dziecka obchodzącego się źle ze zwierzętami, a raczej nakłaniała do przyjrzenia się motywom jego działania oraz temu, jaką rolę w tym wszystkim odgrywają dorośli.

dziewczynka z kotem

Joanna Weyna: W Internecie roi się od filmików z dziećmi w roli głównej. Mam na myśli te, które wrzucają rodzice i inni opiekunowie. I niektóre porażają. Jak choćby taki, na którym mała dziewczynka ciska królikami o podłogę.

 

Małgorzata Liszyk-Kozłowska: Żywymi?

 

Tak.

 

To może być szokujący widok, Pani pozwoli jednak, że w żaden sposób nie będę oceniać tej konkretnej sytuacji. Między innymi dlatego, że druga strona nie mogłaby się odnieść w naszej rozmowie do moich słów, wyjaśnić swoje stanowisko i intencje, a to, według mnie, byłoby nie w porządku.

 

Nie chcę, aby Pani ją oceniała. Chciałam natomiast zapytać: czy to normalne, aby kilkuletnie dziecko tak traktowało zwierzęta?

 

Ujmę to tak , stworzenie dziecku świata, w którym dopuszczane są, a wręcz aprobowane, zachowania przemocy wobec innej istoty, jest niebezpieczne dla jego normalnego funkcjonowania. Mnie intryguje jeszcze jeden aspekt tego wydarzenia. Że w ogóle znalazło się ono w sieci. Że dorośli podejmują decyzję, aby chwile i wydarzenia z życia dziecka pokazywać bez pardonu całemu światu. Pytanie, czy ono chciałoby tego? Czy, jako dorosła osoba, życzyłoby sobie, aby w Internecie krążyły filmiki, jak siedzi na nocniku, wpada w psią kupę, płacze po upadku z rowerka, czy robi mnóstwo innych, fajnych/śmiesznych/wzruszających/niesamowitych rzeczy, którymi zachwycają się w danej chwili jej opiekunowie?

Bardzo łatwo zapominamy, że to, co raz znajdzie się w sieci, nigdy już nie zniknie. Takie niekiedy bezrefleksyjne dzielenie się z całym światem scenami z naszego bardzo osobistego, niekiedy wręcz intymnego codziennego życia, jest - oględni mówiąc - nieroztropne. A gdy robimy to jeszcze w imieniu dziecka, które nie ma żadnej możliwości, aby powiedzieć NIE, nie życzę sobie tego: naruszamy to dziecko.

 

No tak, jednak, abstrahując już od dziewczynki z królikami, niejedno dziecko ma na swoim koncie niefajne traktowanie zwierząt? Jak powinniśmy reagować w takich sytuacjach?

 

Na pewno dawać dziecku jasny komunikat, że zwierząt się nie krzywdzi. Dobrze odwołać się do jakiegoś doświadczenia z życia dziecka, gdy, np. upadło i rozbiło sobie kolano, polała się krew. Dziecko wtedy głośno płakało, czuło ból. Można wyjaśnić mu, że gdy ciągnie się Azora za uszy, pies też czuje ból, jest nieszczęśliwy. Trzeba zachować przy tym dużo rozwagi, ponieważ może się okazać, że dziecko wcale nie miało intencji, aby sprawić zwierzęciu cierpienie, natomiast naśladuje jakąś sytuacje z bajki. Chcę ją powtórzyć w rzeczywistości.

 

Na przykład?

 

Przypomina mi się historia pewnej małej dziewczynki, nazwijmy ja Anią, odsądzonej od czci i wiary przez panią w przedszkolu. Ania wyciągnęła z akwarium rybkę i… zwierzątko zdechło. Dopiero spokojna rozmowa z dzieckiem pozwoliła dociec, że powtórzyła ona scenę zaobserwowaną w bajce. Już nie pamiętam, o co tam dokładnie chodziło. Czy ta rybka, po wyciągnięciu z wody, miała się zamienić w Syrenkę? Jednak dziecko nie chciało jej uśmiercić. Ono oczekiwało, że stanie się tak, jak w bajce.

 

A pani przedszkolanka miała na to własną teorię. Że dziecko jest okrutne…

 

I wezwała wystraszonych rodziców na dyscyplinującą rozmowę. Pół biedy, jak rodzice wzięli wzburzenie wychowawczyni w nawias, gdyby jednak wrócili do domu i ukaraliby córeczkę, np. dając jej klapsa, to o czym my mówimy?

 

O tym, że rodzice wielu rzeczy mogą być nieświadomi. Z reguły nie mają złych intencji wobec dziecka. Żaden rodzić, który uderzył dziecko, np. dał mu klapsa, nie powie, że zrobił to z czystej chęci uderzenia go i sprawienia mu bólu.

 

To prawda, rodzice nie muszą być doskonali, jednak w kwestii bicia dzieci sytuacja jest jasna. Dzieci bić nie wolno. W żadnych okolicznościach. Klaps to żadna metoda wychowawcza. Potwierdziły to już niezliczone badania i niekiedy jestem zadziwiona, że w sumie światli ludzie odwołują się do klapsów, jako dopuszczalnej formy dyscyplinowania dzieci.

 

Klapsy, to temat, który chciałabym poruszyć z Panią w kolejnej rozmowie. Wróćmy natomiast do rzekomego okrucieństwa najmłodszych wobec niewinnych stworzeń. Sięgając do własnego dzieciństwa obfitującego w liczne relacje z całą gromadą kuzynów i kuzynek, pamiętam niektóre nasze niechlubne zachowania wobec kota czy psa… Nikt z nas nie wyrósł na sadystę. Jesteśmy bardzo porządnymi ludźmi, a jednak takie sytuacje się zdarzyły, gdy mieliśmy po kilka lat…

 

Kiedy zaobserwujemy niewłaściwe zachowanie dziecka wobec zwierzęcia, warto zadać sobie trud, aby dociec, skąd mu taki pomysł w ogóle wpadł do głowy? W kreskówkach, w telewizyjnych bajkach dla najmłodszych, roi się od przemocy. Bohater bajki upada z wysokości  i wstaje, jakby nigdy nic. Przejeżdża go walec drogowy, dziecko widzi, że jego ciało zrównało się z ziemią, a bohater bajki nabiera z powrotem kształtu, jak dmuchany balonik. Otrzepuje kolana i idzie przed siebie radośnie dalej.

Warto pamiętać, że dziecko przez pierwsze kilka lat życia odbiera wszystko dosłownie. Nie rozdziela świata fikcji od rzeczywistości. Skoro w bajce kot spadł z wieżowca i pozostał cały i zdrowy, to – myśli dziecko - jak ja go teraz zrzucę z okna, też mu się nic nie stanie…

Mój kuzyn, w myśl tej logiki, usiłował nauczyć kota pływać. Dzień wcześniej był z tatą nad jeziorem i ojciec wrzucał go na głębszą wodę w ramach lekcji pływania.

 

No właśnie. Czy kuzyn chciał utopić kota? Czy chciał go skrzywdzić? Sprawić mu cierpienie? Nie! On pragnął, aby kot pływał! Rzeczowa, empatyczna rozmowa z dzieckiem pozwoli nam odkodować motywy jego decyzji, jego zachowania i reakcji. Naszym zadaniem, jako rodziców, jest bardzo uważne obserwowanie dziecka. Nie ocenianie go a priori. Niestety, tej uważności na co dzień bardzo nam brakuje.

Natomiast niepokoiłaby mnie również inna kwestia. Kiedy to my, dorośli, nie reagujemy np. na sytuację ciśniętego o podłogę króliczka. Dziecko może wtedy uznać, że takie zachowanie jest dopuszczalne. A skoro jest dopuszczalne, to można tak robić.

 

Dodałabym; a skoro dorosłych to bawi i nawet wrzucają filmik do sieci, to ono zrobi to jeszcze raz, aby rozbawić mamę i tatę, i sprawić im więcej radości!

 

Coś w tym jest. Dziecko bardzo łaknie aprobaty rodziców. To od nich uczy się, co jest dobre a co złe. Dlatego nie piętnowałabym od razu dziecka obchodzącego się źle ze zwierzętami, a raczej nakłaniała do przyjrzenia się motywom jego działania oraz temu, jaką rolę w tym wszystkim odgrywają dorośli. Bo jeśli przyklaskują takim poczynaniom, to kto, w pierwszej kolejności, wymagałby tu „poważnej rozmowy”?

Jednak, tak, jak jestem daleka od piętnowania dziecka za jego niewłaściwe zachowanie, tak apeluję, abyśmy nie piętnowali siebie jako rodziców. Zachęcam raczej do wysiłku objęcia całej tej sytuacji szerszą perspektywą. Bawi nas jakaś scena z życia dziecka? Ok. Jednak pomyśl tato, mamo, dziadku, czy to, że teraz opublikujesz filmik w sieci, będzie dobre dla dziecka? Czy nie narazisz go na niebezpieczeństwo, ostracyzm, krytykę, ośmieszenie lub niezrozumienie? Bo skoro mi zabraknie wyobraźni pozwalającej trzeźwo ocenić całe zdarzenie, może się okazać, że inni przyłożą do niego zgoła inną miarę, niż życzyłbym sobie ja lub moje dziecko. My, dorośli, poradzimy sobie z różnymi uwagami, a nawet słowną agresją, ale nie nasze dziecko.

 

 

 

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz