Jak wygląda współczesne pępkowe?

Rodzice pili i świetnie się bawili. A dzieci?

impreza rodzinna

Miałam w niedzielę okazję zaobserwować w restauracji tzw. oblewanie świeżo upieczonego narybku rodzinnego płci męskiej, który – mając już dobre dwa, trzy miesiące – pochrapywał smacznie w wózeczku.

Impreza odbywała się przy dwóch zestawionych ze sobą stołach w przydrożnej, acz stylowej restauracji, do których zasiadły trzy rodziny w tym czworo małych dzieci (a dodatkowa dwójka: „oblewany” Wojtuś i jeszcze jakieś większe bobo, spały w wózkach).

No i pępkowe jak pępkowe. Najpierw wszyscy porządnie się posilili daniami typu golonka, schab po polsku i śledzik w przystawce. Już podczas spożywania obiadu wódeczka lała się gęsto, a podekscytowany młody tata wznosił kolejne toasty. Mężczyźni wtórowali mu zgodnie, natomiast kobiety nie piły w ogóle, gdyż – jak bez trudu można było się domyśleć – miały za zadanie prowadzić auta zaparkowane przed zajazdem.

I nie byłoby w tej imprezce nic dziwnego, ot, spotkanie towarzyskie z jakiejś okazji jak wiele, gdyby nie zachowanie dzieci przy stole. Dzieci, które z natury są ruchliwe, ciekawskie, żywiołowe i wszędobylskie, przez cały czas siedziały nieruchomo przy niedojedzonych deserach ze wzrokiem wbitym w tablety. Najmłodszy chłopczyk miał może ze trzy latka. Najstarsza dziewczynka sześć. Rodzice głośno rozmawiali, śmiali się, przekrzykiwali, stukali kieliszkami, przysiadali jeden do drugiego -  a ich pociechy? Milczały znieruchomiałe.

Co tam ogień płonący w kominku i kanapa, na której można by zrobić fikołka.

Co tam poroża zwierząt, dziwaczne lamy i naczynia, ciężkie zasłony, za które można się schować i toaleta, do której można chodzić bez końca.

Nie dla nich slalomy między pustymi stolikami, próby wydostania się na zewnątrz, pokusa dotknięcia gorącej szyby kominka i apetyt na napój zza baru.

W restauracji przepastnej jak stodoła, z zakamarkami wręcz wołającymi o zabawę w chowanego i z placem zabaw za oknem – nie było nic, co mogłoby odciągnąć dzieciaki od niewielkich, płaskich i czarnych urządzeń przyrośniętych do ich drobnych rąk.

Paradoksalnie, to rodzice wydawali z siebie odgłosy, śmiech, piski i żarty. To dorośli wstawali, aby przysiąść się na chwilę do kompana w drugim końcu stołu, wyjść do łazienki, przejść się po dziedzińcu, czy podejść do baru.

Dzieci nie ruszały się z miejsca. Nie ekscytowały ich nawet puchary z bitą śmietaną i kolejna propozycja z ust zatroskanej mamy: - Michasiu, a może wolisz serniczka?

Mały Wojtuś został sowicie „opity”, to fakt, i rodzice bawili się przednio – to też fakt, jednak dla mnie w całym tym zamieszaniu było coś nienaturalnego.

Tak, wiem, że dzieciaki w restauracji potrafią dokuczyć i z nudów stają na rzęsach, a rodzice stają na baczność, aby nad nimi zapanować, czy jednak właśnie nie domeną dzieci jest ruch, wir, śmiech, zabawa i psoty?

Nie dla tych maluchów z nosami w tabletach. Dla nich ŚWIAT DOOKOŁA NIE ISTNIAŁ!

Kochane Supermamy i Superojcowie! Czy obchodzicie pępkowe? To stara tradycja, czy jednak cieszy Was ona? A może jeszcze inaczej celebrujecie narodziny dziecka? Chętnie poznamy wasze zwyczaje.

JW

 

 

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz