Czy to już depresja poporodwa?

Zadręczasz się tym pytaniem, bo nie poczułaś mega miłości do dziecka zaraz po porodzie? Spokojnie, to nie musi oznaczać od razu, że masz depresję poporodową.

kobieta w depresji

Wiele mówi się już o depresji poporodowej. To dobrze. Badania pokazują bowiem, że dotyka ona sporej grupy świeżo upieczonych mam i nieleczona może mieć poważne konsekwencje zarówno dla matki, jak i dla prawidłowego oraz harmonijnego rozwoju maluszka. W skrajnych wypadkach może doprowadzić do głębokiej izolacji matki od dziecka, a nawet próby ( usiłuję znaleźć tu odpowiednie słowo ): unicestwienia go.

Z terminami medycznymi jest jednak tak, że, gdy utrwalają się w świadomości społecznej, po prostu je nadużywamy. Zaczynamy kichać: skarżymy się, że to grypa. Boli nas głowa: mówimy, że atak migreny. Mamy klasycznego doła: obawiamy się, czy to nie jest depresja.

Takie nadużycie może również nastąpić wobec depresji poporodowej. Kiedy mylimy różne trudne emocje lub ich brak z objawami skąd inąd groźnej przypadłości, jaką jest rzeczywista depresja poporodowa.

Przede wszystkim powinnyśmy wiedzieć, że nie musimy po porodzie czuć z miejsca euforycznej radości i miłości. Wiele kobiet czuje się totalnie zmęczonych i wyczerpanych wysiłkiem wydania na świat nowego człowieka.

Są dziewczyny, które zalewa fala różnych emocji: od tkliwości, po niechęć. Czują się skołowane i rozczarowane, bo nieco inaczej wyobrażały sobie te pierwsze dni razem.

Dziecko wciąż płacze, krocze potwornie boli, a w piersiach nawał mleka, lub jego zupełny brak. Na dodatek jakieś lęki i rozdrażnienie, bo brzuch wciąż jak w dziewiątym miesiącu ciąży, porobiły się ohydne rozstępy, a poradnictwo teściowej doprowadza do szału. Z młodym tatą też różnie bywa. Coraz więcej jest takich, którzy z ochotą przystępują do wykonywania wszelkich okołonoworodkowych czynności. Jednak są i klasyczni uciekinierzy w pracę, wolący wziąć nadgodziny, niż nosić wrzeszczącego brzdąca z kolką kilka godzin.

Do tego media robią swoje (na szczęście, nie wszystkie). Kreuje się nieco przesłodzony obraz macierzyństwa, skutecznie podkoloryzowany przez wszelkie mamy/celebrytki, szczerzące się w rozanielonych uśmiechach na swoich fejsach i instach (a to z brzuchem, a to z małą rączką na dużej dłoni, lub z tyci stópkami wystającymi spod kołderki). Do tego te „słitaśne” wpisy i hasztagi: lovemams# cudonaszebaby#swiatjestpiekny#mampocożyć…

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz