Lekarz odbierał poród przez telefon. Staś urodził się niepełnosprawny

Lekarz zwlekał z cesarskim cięciem ponad cztery godziny. Rodzice winią go za niepełnosprawność ich dziecka.

Szpital w Skierniewicach

Marta i Marcin Długoszowie długo czekali na pojawienie się czwartego dziecka. Z racji wieku, 38-letnia mama wykonywała wszystkie badania sprawdzające, czy syn rozwija się prawidłowo przez całą ciążę. Staś miał się urodzić 14 kwietnia, ale dwa tygodnie przed terminem ciężarnej odeszły wody. Po trzeciej w nocy trafiła do szpitala w Skierniewicach. Pielęgniarka w badaniu KTG dostrzegła nieprawidłowe zapisy.

Lekarz z trzydziestoletnim stażem zajmował się rodzącą tylko kilka minut, skierował ją na salę operacyjną i zalecił podłączenie do urządzenia monitorującego ruchy płodu i napięcie macicy. Nakazał prowadzić obserwacje, po czym  zniknął. W szpitalu już się nie pojawił. Tymczasem rozpoczęła się akacja porodowa.

- Najpierw przyszły pielęgniarki, podłączyły KTG i zapis już był nieprawidłowy. Pan doktor stwierdził, że zapis jest zły, ale mimo wszystko postanowił dać kroplówkę, czekać na naturalny poród i obserwować. Miałam bóle, a pielęgniarka przychodziła i mówiła, że ich nie ma, bo nie widać ich na zapisie. A tętno dziecka skakało i cały czas spadało – wspominają rodzice.

Rodząca i jej syn męczyli się przez trzy godziny. Lekarz w tym czasie nie przebywał w szpitalu, gdyż załatwiał swoje prywatne sprawy. O tym, co dzieje się z rodzącą, dowiadywał się od położnej przez telefon, przez który wydawał jej instrukcje. W tym czasie mały Staś już zaczął się dusić, a niedotlenienie coraz bardziej uszkadzało jego mózg.

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz