Kiedy wcale nie kochamy naszych dzieci...

Niektóre nasze zachowania przeczą miłości do dziecka, choć nam się wydaje, że jest inaczej.

smutne dziecko

Większość z nas jest o tym przekonana, że kocha własne dziecko. Powtarzamy: kocham swego syna i córkę. A potem, najczęściej zupełnie nieświadomie, zadajemy dzieciom "rany", które potrafią odezwać się jeszcze w ich dorosłym życiu.

Chcemy być dobrymi rodzicami. Hołubimy wyobrażenie, że będziemy lepsi niż inni. Będziemy doskonali! A potem "wyłażą" z nas złe słowa, zupełnie takie same, jakie dotknęły nas w dzieciństwie.

Dziwimy się: jak to? Przecież tak mówił do mnie ojciec. Nie cierpiałem tego! Dlaczego mówię teraz to samo do swojego syna? Dlaczego w ten sam sposób ranię córkę? Warto zastanowić się nad tym.

Mogło się zdarzyć, że w naszym rodzinnym domu zniekształcono przekaz miłości. Przesiąkliśmy przekonaniami, które nie mają z nią wiele wspólnego. Nie przekazujmy ich dalej! Wsłuchajmy się w siebie i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, jak ja chcę postępować wobec swojego dziecka?

Fałszywe przekonania

Fałszywe przekonania i przekazy o miłości są wtedy, gdy mówimy swoim dzieciom, że: na miłość trzeba sobie zasłużyć.

Nie trzeba! Kochamy dziecko za NIC. Ono po prosu jest. Stało się podmiotem bardzo ważnej dla nas relacji. Kochamy bez względu na wszystko.

Wcale nie kochamy dziecka, gdy mówimy mu, co ma w życiu robić. Mądrość rodzicielska podpowiada, jak dziecko ma postępować, uczy go rozróżniać dobro od zła, jednak nie narzuca swojego zdania i nie każe być takim, jak nam się podoba.

Nie ma w nas miłości, gdy stawiamy dziecku warunki: Jeśli będziesz grzeczny, będę cię kochać? Jeśli zrobisz, jak ja chcę, zasłużysz na moje uczucie. Jesteśmy wówczas niczym nienasycony potwór. Cokolwiek dziecko zrobi, najczęściej zrobi nie tak.

Wcale nie kochamy dziecka, gdy nieustannie podkreślamy nasze poświęcenie i oddanie, nasze "zatyranie", aby zapewnić mu dach nad głową, jedzenie i ubrania. Zapewnienie podstawowych potrzeb to jeszcze nie miłość! Jeśli w naszej relacji z dzieckiem zabraknie bliskości, czułości, akceptacji i bezpieczeństwa, jesteśmy co najwyżej opiekunami dziecka. Nie mamą i tatą.

Nie ma w nas prawdziwie rodzicielskiej postawy kochania, gdy zrzekamy się odpowiedzialności za dziecko. Gdy je porzucamy, pozostawiamy w potrzebie, stajemy się głusi na głos jego serca, wyrażający się w "wołaniu" o naszą obecność, uważność i troskę. Grzebiemy żywcem naszą więź, kiedy nie odzywamy się do dziecka całymi miesiącami, wyjeżdżamy, zrywamy relację z drugim rodzicem, nie interesujemy się jego życiem przedszkolnym i szkołą, jego rozkładem dnia, pasjami, przyjaźniami, przeżyciami. Gdy zaniedbujemy wspólnie spędzony czas.

Dziecka nie da się również kochać na odległość. Praktykować obecności wyłącznie przez Skypa. Ofiarowywać troskę, nie wnikając w jego potrzeby i nie interesując się nimi. A nam się wydaje, że jesteśmy w porządku. Mamy na przykład prawo przebywać pół roku za granicą bez kontaktu z synem. Dzwonimy do córki i odfajkowujemy rodzicielski obowiązek w lakonicznej rozmowie, albo zabieramy na wypasione wakacje, podczas których nie potrafimy cieszyć się sobą.

Nie kochamy, gdy nie ma w nas odwagi i pokory, aby "wziąć na klatę" trudne emocje dziecka, również te, które godzą w nasze ego i sprawiają, że czujemy dyskomfort, poczucie winy, dopadają nas wyrzuty sumienia.

Nie kochamy, kiedy nie pozwalamy wybrzmieć trudnym słowom, krytyce, złości i gniewowi. Kiedy zamiatamy rodzinne problemy pod dywan, okłamujemy, manipulujemy i odcinamy się od współpracy z innymi dorosłymi dla dobra naszego dziecka. Kiedy sami krytykujemy wszystkich wokół, aby tylko nie skonfrontować się z trudną prawdą na nasz własny temat.

A przecież mamy prawo odczuwać trudności. Mamy prawo do zmęczenia, frustracji czy chwil zwątpienia. Kryzysy nas nie ominą. Jednak nie powinny one niszczyć dzieci i godzić w ich poczucie wartości. Nie musimy być doskonałymi rodzicami, ale powinniśmy zadbać o to, aby nasze pociechy miały szczęśliwe dzieciństwo, do którego przeżycia potrzebne są:

  • bezwarunkowa miłość rodzicielska,
  • zapewnienie podstawowych potrzeb i poczucia bezpieczeństwa,
  • akceptacja, zrozumienie i otwartość na przeżywane przez dziecko uczucia i emocje,
  • wzajemny szacunek, również wobec dziecka, co niektórym rodzicom wciąż nie mieści się w głowie,
  • dobre przeżywanie wspólnego czasu (Nawet się nie obejrzycie, jak wasze maluchy dorosną. Jeszcze zatęsknicie za tymi chwilami:),
  • wasza radość życia i otwartość na radość, spontaniczność i wyjątkowość waszego dziecka,
  • wzorzec dobrego związku,
  • poczucie przynależności do rodziny, jaka by ona nie była (duża, mała, niepełna, nietuzinkowa, odmienna, dwupokoleniowa, itd...).

autor: Joanna Weyna Szczepańska

 

 

Komentarze (3)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2017-08-17 09:04:43

Co za kretyn to pisał, w dodatku chyba nie kochany przez swoich rodzicow

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2017-08-19 11:30:59

Niekochany piszemy łącznie. To primo. Tekst jest bardzo mądry. To secundo. A na koniec cytat z Ewangelii wg św. Mateusza: "Kto bliźniemu swemu powie głupcze winien jest Gehenny ognia"

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Norek
2017-08-17 00:10:58

Co za bzdury

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz