Rodzice nie chcą autystycznych dzieci w klasie

Do bulwersującej sytuacji doszło w jednej ze szkół niepublicznych na warszawskim Bemowie, gdzie miało dołączyć dwoje dzieci z autyzmem.

dziecko

8-letni Karol zmaga się z autyzmem. Bardzo dobrze się jednak rozwija, jest ponadprzeciętnie uzdolniony matematycznie. Nie przejawia zachowań agresywnych ani patologicznych. Jego mama, Katarzyna Lefanowicz mówi, że spektrum autyzmu polega na tym, że m.in. bardzo trudno mu nawiązać relację z drugim człowiekiem. Dla swojego komfortu psychicznego usiądzie sam w kącie i tam spędzi czas.

Polecamy: Przełomowe badania, które pomogą wykryć autyzm jeszcze w ciąży!

Do tej pory w niepublicznej szkole na Bemowie nie było z tym żadnych problemów. Chłopiec lubił tam chodzić, a że był uczniem jednej z klas terapeutycznych, to pomagało mu się odnaleźć. Początkowo było w niej 7 dzieci, wszystkie z orzeczeniami niepełnosprawności. Jednak 6 z nich wypisało się ze szkoły, głównie ze względu na zmianę zamieszkania. W czerwcu zostało w klasie 3 uczniów, a kiedy jeszcze jedno dziecko zostało wypisane, dyrekcja podjęła decyzję o dołączeniu Karolka i Amelki do drugiej klasy. Miał do nich dołączyć nauczyciel wspomagający.

Po zakończeniu roku szkolnego 2017/2018 zorganizowano spotkanie dla rodziców dzieci z drugiej klasy i dla opiekunów Karolka i Amelki. Mama Karolka jednak nie wspomina go dobrze.

"Spotkanie trwało dwie godziny. To był lincz na nas, matkach dzieci ze spektrum autyzmu. Pozostali rodzice stawili wielki opór, bez ogródek wykrzyczeli nam, że nie chcą naszych dzieci" - mówi kobieta w rozmowie z TOK.FM. "Usłyszałyśmy, że ci rodzice nie życzą sobie, aby ta dwójka dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności była w ich klasie, że to zaniży poziom. Jeden z panów stwierdził, że jeśli nasze dzieci do klasy dołączą, on natychmiast zabiera swoje z tej szkoły" - opowiada pani Katarzyna. 
 
Argumentów było wiele. Wśród nich pojawił się popularny "płacę więc wymagam" oraz taki, że "gdyby ktoś chciał dać dziecko do klasy integracyjnej, to by dał". Rodzice Karolka i Amelki byli w szoku. Tłumaczenia, że dzieci nie są agresywne czy to, że mają prawo do normalnego funkcjonowania, nie trafiały do nikogo. Rodzice nie chcieli też słuchać o zaletach wspólnej nauki: poczucia niesienia pomocy, bycia potrzebnym, wrażliwości czy tolerancji.
 
Prawo polskie nie przewiduje potrzebnej zgody pozostałych rodziców o przyłączenie do klasy ich dzieci tych, które mają orzeczenie o niepełnosprawności. Spotkanie było grzecznościowe, miało przełamać lody. W 2012 roku Polska podpisała Konwencję o Prawach Osób Niepełnosprawnych, zobowiązując się tym samym m.in. do zapewnienia dzieciom tzw. edukacji włączającej.
 

Psycholog zwraca uwagę na to, że na spotkaniu zabrakło doświadczonego psychologa. I oporu dyrektorki, która ugięła się pod naciskiem rodziców, którzy w takich placówkach niejednokrotnie "rządzą". Jak donosi TOK.FM kobieta, która sprawowała tę funkcję, została zwolniona.

W konsekwencji Karolek i Amelka pójdą od września do innych szkół. Mimo, że żadne z nich nie chciało zmieniać szkoły i nie rozumieją, dlaczego muszą przenieść się gdzie indziej. Karolek zapytał mamę, czy już zawsze będzie mieć wakacje i zostanie w domu, bo nikt go nie chce. Rodzice pozostałych dzieci czują wstyd po źle przeprowadzonym spotkaniu. Czują, że zawiedli Karolka i Amelkę. Podobno trwają też rozmowy, jak naprawić tę sytuację.

"Wyszło na to, że w XXI wieku, w centrum Warszawy, w Unii Europejskiej, w prywatnej szkole nie można być innym. I to jest przerażające" - dodaje mama 8-letniego Karola.

 

AK

Źródło: TOK.FM

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz