YouTube niszczy psychikę naszych dzieci. I to my jesteśmy temu winni

Po przeczytaniu tego artykułu zastanów się dwa razy, zanim kolejny raz podsuniesz swojemu dziecko smartfona pod nos.

youtube

YouTube jest jednym z najczęściej używanym narzędziem social media przez dzieci. Oczywiście nie robią tego sami - to my, rodzice, podsuwamy naszym dzieciom kolorowe filmiki, które mają odwrócić ich uwagę od płaczu, histerii czy zabawić, kiedy chcemy zająć się "dorosłymi" rzeczami, w których przeszkadzają nam właśnie dzieci.

Teraz okazuje się, że treści dostępne na YouTube oraz algorytm, który prowadzi nas od jednego filmiku do kolejnego, może mieć zgubne skutki dla naszych dzieci.

Temat poruszył na popularnych "TED Talks" James Bridle, który swoje wystąpienie podsumował słowami: "Jeśli macie małe dzieci, trzymajcie je z dala od YouTube".

Zobacz też: Kontrowersyjna scena masturbacji dziewczynki w serialu od Netflixa

James zajmuje się na co dzień rozwojem technologii. Od lat widzi, jak wiele rzeczy ewoluuje i jak bardzo wszyscy zaufaliśmy urządzeniom oraz poddaliśmy się im. W zgubnym pędzie zaraziliśmy tym też nasze dzieci, którym od pierwszych miesięcy podsuwamy pod nos telefon z kolorowymi, migającymi obrazkami w celu odwrócenia ich uwagi.

Co takiego jest na YouTube co wstrząsnęło Bridle'm? Otóż ogłupiające treści, które znajdziemy na YouTube, są... naprawdę bezsensowne i do niczego w większości nie prowadzą. Jako przykład podał popularny trend z otwieraniem jajek z niespodzianką i prezentowaniem tego, co się znalazło w jego środku. Okazuje się, że głównymi odbiorcami tych filmików są dzieci, które na dodatek są od nich uzależnione. Kiedy ktoś próbuje odebrać im smarftona czy tablet podczas ich oglądania - reagują agresją i krzykiem. Najgorsze jest jednak to, że dzieci wracają do tych filmików - oglądają je godzinami od nowa, co daje razem masę zmarnowanego czasu, podczas gdy nasze dziecko jest pochylone w niezdrowej pozycji i przy okazji niszczy sobie wzrok.

A o co chodzi z algorytmem i key words YouTube?

Otóż, rzadko kto kontroluje kolejne filmiki jakie nasze dziecko otwiera sobie w smartfonie. Raczej nie widzimy nic w tym złego, że samo sobie radzi i wybiera treści które podsuwa mu narzędzie. Ufamy i jednemu, i drugiemu. A to ogromny błąd. Okazuje się, że wystarczy 6 filmów, aby z bajki o Myszce Miki trafić do animowanego... porno, w którym Myszka Miki poddaje się np. masturbacji. Pomyślcie teraz, jaki wpływ może to mieć na mózg młodego człowieka i jak bardzo jest dla niego niebezpieczne.

Nie wierzysz? Zachęcamy do sprawdzenia. I przy okazji obejrzenia wszystkich przykładów z wypowiedzi James'a Bridle'a.

Dasz jeszcze swojemu dziecku niekontrolowany dostęp do YT?

 

AK

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz