Posłuszne owieczki (FELIETON)

Ta wiadomość tak mnie poruszyła, że powróciło pewne wspomnienie z dzieciństwa...

smutna dziewczynka

To był uroczy starszy pan z sumiastym wąsem. Utytułowany wojskowy, który przyjeżdżał do naszej podstawówki na pogadanki o wojnie. Nauczyciele otaczali go estymą, a dzieci prężyły wątłe piersi podczas deklamacji patriotycznych wierszy. Koniec lat 70-tych, głęboki PRL…

„Stary generał” – tak go nazywaliśmy – mieszkał samotnie w niewielkiej wsi, w domu otoczonym przepięknym sadem. Niejeden małolat zakradał się do niego, gdy jesień obrodziła w złociste jabłka. Znaliśmy to miejsce i niekiedy zaglądaliśmy generałowi w okna, ciekawi, co może robić stary człowiek sam w domu.

Tamtego popołudnia spotkał nas w czasie przechadzki po parku. Zaprosił na soczyste owoce, które obrodziły na drzewach. Dwie dziewczynki z włosami upiętymi w wysokie kitki. Ania miała żółte wstążki, ja białe w czerwone kropki. Do mnie uśmiechał się serdeczniej.

Nie trzeba było namawiać nas długo na wizytę. Kto w tamtych czasach mówił o niebezpieczeństwie ze strony pedofilów? Uczył dzieci, jak zachowywać się w sytuacji zagrożenia?

Poszłyśmy za starym generałem, jak małe posłuszne owieczki. Był przecież lubianym i szanowanym w naszej szkole gościem!

Sad pachniał obłędnie, a od widoku owoców ciekła nam ślinka. „Generał” usiadł na ławce i nas obserwował. Kiedy przywołał mnie skinieniem ręki, czułam, że jest w tym geście coś fałszywego. Nie chciałam podejść, ale byłam grzeczną i miłą dziewczynką, która słucha starszych. Gdy posadził mnie na kolanach, zrobiło mi się nieswojo. Niby nic wielkiego, ileż razy siadałam tak tacie na podołku i przeczesywałam mu rękami kędzierzawe włosy.

Tylko wtedy czułam się absolutnie bezpieczna. Byłam małą, kochaną córeczką w ramionach tatki i jego dotyk, jego pieszczota dawały mi radość.

Gdy znalazłam się na kolanach generała, wiedziałam, że coś jest nie tak. W ciele starego wojskowego kryło się napięcie. Gładził mnie po jasnych włosach i zagadywał o różne drobiazgi. Dyskretnie przyciskał mnie do siebie coraz mocniej. Pomarszczoną dłonią uciskał lekko me chude kolano. Ugniatał delikatnie jak kulkę z plasteliny, a niespokojne palce wyrywały się, by powędrować dalej, pod spódniczkę…

Byłam tak zaskoczona jego zachowaniem i tak potwornie zdezorientowana, że zamarłam. Z odrętwienia wyrwało mnie przywoływanie koleżanki. Zeskoczyłam z kolan starego człowieka jak mały, zwinny kotek i pobiegłam co tchu do Ani.

Nie chciałam już ani rumianych jabłek, ani błyszczących śliwek i ociekających sokiem gruszek.

Uciekałyśmy z „zaczarowanego ogrodu” co sił w nogach, bo coś mi szeptało do ucha, że tu nie jest bezpiecznie, a sympatia okazywana jasnowłosej dziewczynce przez samotnego człowieka miała podtekst, który zrozumiałam dopiero po latach.

Kiedy z początkiem roku media obiegła wiadomość, że Turecki Dyrektoriat ds. Religii wydał oficjalną fatwę, czyli wykładnię religijną zgodnie z którą już 9-letnie dziewczynki mogłyby być wydawane za mąż i rodzić dzieci, przeszły mnie ciarki.

Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co dzieje się z ciałem i psychiką dziecka, gdy dobierają się do niego ręce dyszącego podnieceniem dorosłego człowieka. Zaciskam oczy i trudno mi myśleć o tym bólu – i ciała i duszy – oraz  o bezpowrotnym zniszczeniu piękna, ufności i niewinności dziecka.

Ileż buty, pychy i skrywanej żądzy kryje za sobą „dekret”, który pod płaszczykiem przyzwolenia religijnego, próbuje zalegalizować ohydę i potworność z piekła rodem.

Na szczęście tak, jak szybko wiadomość o tym sparaliżowała media, tak wkrótce potem mogliśmy odetchnąć: - Żenić się z nieletnimi to zbrodnia - stwierdził premier Turcji, Binali Yildirim. - Tak wczesny ożenek nigdy nie jest dobry, nie można go zaakceptować, nie jest także możliwy z prawnego punktu widzenia, jest przestępstwem – zapewnił opinię publiczną.

Jednak problem przemocy seksualnej wobec dzieci jest jak najbardziej realny i nie wolno zamiatać go pod dywan. Obszerne badania sprzed trzech lat wykazały, że co ósme dziecko w Polsce, a co piąte w Europie doświadcza przemocy seksualnej ze strony dorosłych.

Jak zaznaczyła w rozmowie ze mną terapeutka Jolanta Zmarzlik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje), musimy pamiętać, że  znaczenie wyrażenia "molestowanie seksualne" ma szerszy kontekst. To nie tylko "zły dotyk" i penetracja, ale również nakłanianie dziecka do oglądania pornografii i rozbierania się, robienie mu nieprzyzwoitych zdjęć, obnażanie się przed nim, propagowanie materiałów z jego udziałem w sieci. Że jest całe spektrum zachowań, które godzą w psychoseksualną integralność dziecka.

„To kuriozalne, że naszemu społeczeństwu łatwiej przyjąć, że ktoś jest mordercą niż pedofilem. Pedofilem? Ojcem, wujkiem, sąsiadem czy kuzynem molestującym własną krewną? To przecież niemożliwe! Dziewucha (a "dziewucha" ma np. dziewięć lat) wymyśla i kłamie” - zauważa terapeutka.

W redakcji mówimy często, że pewne szokujące tematy, jak akty pedofilskie, pomimo wzbudzanych emocji, nie chcą zażreć. Dlaczego? Bo ludzka świadomość z trudem przyjmuje pewne fakty do wiadomości, zwłaszcza te, które „nie mieszczą się w głowie”.

Jeśli jednak nie będziemy o nich mówić, nie będziemy ujawniać ohydnych pedofilskich procederów i nie okażemy realnego wsparcia ofiarom, tysiące dzieci nadal będzie padało ofiarą pedofilii, również ze strony swoich najbliższych.

Są fundacje, są stowarzyszenia i miejsca, gdzie można zgłosić się w tej sprawie. Poprosić o wsparcie, opowiedzieć, co się wydarzyło.

Musimy jednak zachować czujność i pamiętać, że wszystko to, co dzieje się w świecie, jest odbiciem – w mniejszej lub większej skali również tego – co dzieje się na naszych podwórkach.

Reagujmy na sygnały płynące od dzieci. Jak donosi portal psychologia.edu.pl: „Wykorzystywanie seksualne dzieci jest tą formą krzywdzenia, którą najtrudniej zdiagnozować i, co się z tym wiąże, oszacować jej zakres. Dzieci rzadko ujawniają fakt molestowania seksualnego. Wyjątkowa drażliwość problemu oraz brak wiedzy profesjonalistów i innych dorosłych na temat tego zjawiska sprawiają, że tylko ewidentne i drastyczne jego formy zostają zidentyfikowane i powodują podjęcie interwencji”.

Reszta dzieci cierpi w milczeniu.

Kochane Mamusie, pewnie kojarzycie słynną w ostatnim czasie internetową Akcję #MeToo. Stała się wynikiem głośnej afery seksualnej w Ameryce, dotyczącej Harveya Weinsteina - wpływowego hollywoodzkiego producenta, którego wiele kobiet z branży filmowej oskarżyło o molestowanie seksualne. Jego ofiarami były między innymi Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow, Cara Delevingne, czy Rosanna Arquette. W Akcji#MeToo kobiety na całym świecie zaczęły ujawniać podobne sytuacje ze swojego życia. Skala problemu poraża.

Zastanawiam się, ile osób miałoby dość siły i odwagi, aby w podobnej akcji ujawnić akty przemocy seksualnej, jakiej doznały w dzieciństwie.

Czego dowiedzielibyśmy się o nas samych? Czy choć w niewielkim stopniu uleczyłoby to głębokie rany, które skrywamy na dnie serc i o których nikomu nie mówimy: bo ból, bo wstyd i lęk przed odrzuceniem, bo chcemy zapomnieć.

Jak bardzo cierpi dziecko, które teraz, w tym właśnie momencie doznaje przemocy seksualnej ze strony dorosłego. Bardzo trudno o tym mówić, ale nie wolno bagatelizować.

Joanna Weyna Szczepańska

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz