To przedszkole budzi emocje wśród rodziców, jednak dzieci są w nim szczęśliwe

Dzieci uwielbiają takie miejsca, jednak rodzice nie zawsze są do nich przekonani. Wy również?

dzieci w leśnym przedszkolu

Tutaj nie ma zabawek. Są za to drzewa, pieńki, patyki, szyszki, a „pod ręką” kałuże do brodzenia. Prawie cały czas przedszkolaki przebywają na dworze. Poznajcie „Leśną Drogę” - warszawskie przedszkole inne od reszty.


Zapytaliśmy Annę Płuskę, założycielkę pierwszej w Warszawie leśnej placówki dla maluchów, czy ich przedszkole budzi zdziwienie?

– Raczej sympatię. Do nas trafiają dzieci rodziców, którzy uwielbiają  ruch na świeżym powietrzu i bardzo sobie to cenią. Wiedzą, na czym polegają zajęcia w takiej placówce. Myślę, że tego typu przedszkola już się w Polsce przyjęły – opowiada.


Patrzenie na zdjęcia profilu przedszkola na FB mogą przyprawić niejednego rodzica o zawrót głowy. Dzieci brodzą w kałuży, inne klęczą i siedzą na gołej ziemi, a jeden z chłopców stoi jakby nigdy nic na wysokim pniu. Wokół widać już opadłe, pożółkłe liście. Dzieci ubrane są w odpowiedni strój. Kolorowe pelerynki i spodnie połączone z kaloszami, jak u rybaków. Pytamy, czy gdy jest zimno i pada deszcz też wychodzą są na zewnątrz?

– Przez dwa tygodnie lało, a my i tak bawiliśmy się w lesie. Ale mamy też wycieczki, np. do muzeum etnograficznego lub na interaktywny koncert – wyjaśnia kierowniczka „Leśnej Drogi”.


To nietypowe przedszkole położone jest w Lesie Bielańskim w Warszawie. Swoje metody opiera na modelu skandynawskim. Dokładnie, idea leśnego przedszkola przyszła do Polski z Dani.

Jego pomysłodawczynią jest Ella Falutau, a koncept narodził się spontanicznie, podczas zabaw Elli w lesie z własnymi dziećmi i dziećmi sąsiadów. To właśnie rodzice, przy wsparciu psychologa, utworzyli grupę, która przekształciła się w przedszkole. Miało to miejsce w latach 50-tych ubiegłego wieku. Zajęcia w leśnym przedszkolu odbywają się cały rok. Zimą również. Zdaniem Skandynawów, człowiek powinien radzić sobie w każdych warunkach pogodowych. Podkreślają, że im dzieci są bardziej przyzwyczajone do chłodu, wilgoci i kontaktu z naturą, tym lepiej radzą sobie w życiu.


Dzieciaczki z „Leśnej Drogi” tylko przy większych mrozach przenoszą się do pomieszczeń. Sale wyposażone są według zasad szkoły Marii Montessori. Czyli jakich?

- O tym mogłabym bardzo dużo mówić - wyjaśnia Anna Płuska.

-Najkrócej mówiąc chodzi o to, aby podążać za dzieckiem i jemu oddawać inwencję w różnego typu działaniach i zabawach. Natomiast nie jesteśmy aż tak „ortodoksyjnie”, aby wyposażenie naszej placówki było wyłącznie zgodne z naturą – śmieje się pani dyrektor.


W Polsce działają już podobne miejsca dla dzieci. Np. w Warszawie przy Lesie Kabackim, nieopodal Krakowa czy w Gdyni.

Czy w „Leśnej Drodze” mają już plany na zimę?

- Będziemy zjeżdżać z górki na pupach, lepić lodowe figurki, rzeźbić w śniegu czy też kolorować na nim! My się cieszymy na przyjście zimy – mówi Anna Płuska.

wsz

Komentarze (3)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Agnieszka
2017-10-11 20:46:18

Przedszkolna grupa lesna

Mieszkam i pracuję w Niemczech gdzie ta idea zdążyła się juz przyjąć. "Natur Gruppe" w przedszkolu w którym pracuje, codziennie bez względu na warunki pogodowe wychodzi w teren. Zapotrzebowanie na takie formy jest biorąc pod uwagę choćby to, że ilość zapisanych w przeciągu ostatniego roku dzieci zwiększyła się trzykrotnie!! Idea świetna! Życzę placówce mnóstwa zainteresowanych i dalszych leśnych przygód :):)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2017-10-11 12:08:48

Zapraszam do Norwegii, tutaj maluchy w przedszkolu nie mają prawa przynieść niczego do picia oprócz wody w bidonie a posiłki przyniesione z domu są zawsze trzymane w lodówce i bezpośrednio z niej podawane. Spacery, zabawy na zewnątrz są niezależnie od pogody i naprawdę dzieci nie chodzą opatulone jak eskimosi przy chłodniejsze pogodzie. Większość ludzi, szczególnie z Polski było w szoku zobaczysz tutejsze podejście do dzieci, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni że na maluchy chuc ... hamy i dmuchany. Sama byłam w szoku, ale jednak dzieci tutaj są naprawdę bardzo zahartowane, nie ma mowy o antybiotykach za każdym razem jak dziecko dostanie kataru. Mimo to, dzieci wydają się bardzo szczęśliwe. Jak chcą to mogą się ubrudzić w błocie, wyszaleć na trawie, a rodzice nie będą źli, że zniszczyli nowe spodnie, bo dzieci to dzieci i w przedszkolu mają się bawić a nie uważać żeby się przypadkiem nie ubrudzić. Sama bardzo żałuję że w Polsce nie było takiego podejścia, gdy byłam dzieckiem. Ja byłam faszerowana antybiotykami, ponieważ lekarze zignorowali fakt, że mam po prostu alergie i dlatego wiecznie kicham i woleli zarobić przepisując mi wyniszczający antybiotyk. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Em
2017-10-11 10:13:31

Bomba! Mój synek pewnie dałby się pokroić za to, żeby chodzić do takiego przedszkola. Niestety, moim zdaniem, zbyt chorowity jest na tak częste przebywanie na dworze. Ale czy może być coś lepszego dla dziecka niż błoto i kałuże? Państwowe przedszkola powinny brać przykład z takich innowacji, inspirować się. Myślę, że w każdym przedszkolu obowiązkowo powinna być przynajmniej jedna w miesiącu wycieczka gdzieś w naturę (nie mylić ze spacerem po osiedlu albo placem zabaw ... )- do lasu, na łąkę... Taplanie w błocie, brudzenie, więcej kreatywności i mniej gotowych zabawek. I mniej religii! Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz