Dlaczego nowy felieton Edyty Pazury wywołuje takie emocje?

Zobaczcie, na co najczęściej zwracają uwagę internauci. Czy słusznie to krytykują?

edyta pazura

Edyta Pazura poza byciem mamą i obowiązkami domowymi, czuwa nad karierą męża i stara się, by jej kariera również nie stopowała. Ostatnio nawet zapowiedziała, że nie zamierza iść na macierzyński, tylko pracować z domu z dziećmi, z niewielką pomocą gosposi domowej.

Tymczasem wielki szum zrobił jej nowy felieton, jaki zamieściła na swoim blogu Maybe Babe. Pazura opisała w nim, wprawdzie nieco chaotycznie, początki swojej przygody z macierzyństwem. Pokazała dużo tych gorszych stron, które często wymagały od niej dużego samozaparcia i siły, oraz te dobre, które nieustannie towarzyszyły jej od kiedy po raz pierwszy została mamą. To trochę taki zbitek myśli, jaki siedzi w głowie każdej mamy, najczęściej puszczany w obieg podczas rodzinnych obiadów, kiedy większość dzieci jest już dorosła. Aktorka natomiast postanowiła się podzielić swoimi przeżyciami i przemyśleniami w formie felietonu na swoim blogu. Którym fragmentom najbardziej się oberwało?

Zwrócenie uwagi na ciężkie warunki podróży z małym Dzieckiem oraz zderzenie ze ścianą w postaci młodych znajomych, którzy czerpali z życia:

"Mimo że podczas przerw w zajęciach na UJ znajomi szli na fajki, a ja w tym czasie odciągałam pokarm w uczelnianym kiblu, to studia były dla mnie odskocznią od warszawskiego zgiełku.Oczywiście każde pytanie typu: "Edyta, wyskakujesz z nami wieczorem?" kończyło się moją negatywną odpowiedzią, to moi znajomi i tak bardzo mnie wspierali i tworzyliśmy niezłą paczkę. Karmiąc piersią Amelię i Antosia, uważałam na każdy kęs jedzenia, niczym Stachurski karmiłam się energią słońca."

Wśród zarzutów pojawia się chaos dziennikarski oraz chwalenie się na przemian z żaleniem:

"No więc jakie było to moje wczesne macierzyństwo?! Cholernie ciężkie. Z drugiej jednak strony, moje samozaparcie, które niewątpliwie zawdzięczałam ówczesnej metryce, pozwalało mi co czwartek pakować manatki i wraz z trzymiesięczną Amelką wsiadać do pociągu, studiować i z powrotem do Warszawy. Jak to długo trwało?! Ano trwało pięć pełnych lat moich studiów, podczas których podróżując pomiędzy dwoma miastami, urodziłam dwoje dzieci. Jak było? Uff... Nie było słynnego Pendolino, więc jeździłam pociągami w których to dziura na spuszczenie odchodów w toalecie była sennym koszmarem mojego najstarszego dziecka. Finał był taki, że do mojego plecaka NorthFace z którym podróżowałam co tydzień do Krakowa, przywiązywałam różowy nocnik mojego dziecka."

Uważacie, że krytyka jest słuszna w tym przypadku? Czy aktorka opisała faktyczne, normalne trudy młodego macierzyństwa?

 

AK

Źródło: maybebabe.pl

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz