List: bon żłobkowy - a co z mamami pracującymi w domu?

Czytelniczka pisze o bonach żłobkowych i o tym, że czuje się nierówno potraktowana!

mama

Kochane,

nie narzekam na pieniądze i nie mam specjalnie zwyczaju puszczać w eter swoich bolączek, ale doprowadza mnie do szału organizacja socjalna w tym kraju. Jak zaszłam w ciążę nie miałam umowy na stałe, nie przedłużyli, więc po ustawowym okresie zostałam bez pracy. Ponieważ dobrze się to złożyło z dzieckiem (miało wtedy pół roku), poszłam do pracy, ale zdalnie. Na początku traktowałam to jako dodatek, a teraz jest z tego normalna wypłata. Czekałam aż dziecko skończy rok i aż będę mogła pobierać bon żłobkowy, który w Warszawie jest dość spory. A tu zonk i bonu nie ma, bo skoro pracuję w domu, to mi się nie należy!

Co Wy na to? Jak się na to zapatrujecie? Nie mam za bardzo koleżanek z małymi dziećmi, więc pytam tutaj, a nie chcę bawić się w politykierstwo ze znajomymi, bo nic z tego nigdy nie wynika.

Skoro idea bonów powstała, bo żłobki pańśtwowe są niewydolne i jest ich mało, to czemu dopłaca się tylko matkom, które puszczają dzieci do placówek prywatnych? Do nas czasem przychodzi niania, gdy mam więcej pracy (1-2 razy w tyg), liczyłam że jak będzie bon, to będzie przychodziła planowo dwa razy w tygodniu. Przecież to absurdalne, czy naprawdę premiujemy tylko te dzieci, które poszły do prywatnego żłobka? Przecież moje dziecko nie stoi w kolejce, nie zajmuje miejsc w państwowej placówce. A ja też mu musze jakąś opiekę zorganizować. Jak to jest?

Chętnie poczytam, jak się na to zapatrujecie, bo ja jestem trochę zaskoczona takim stanem rzeczy.

Ściskam,

Natalia

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz