Drewniana brama zabiła w kurorcie babcię i wnuczka

Prokuratura postawiła zarzuty w sprawie tragicznej śmierci babci i wnuczka, na których spadła drewniana brama w Białce Tatrzańskiej.

Ambulans

Tragiczny wypadek zdarzył się 12 marca. 60-latka spod Łodzi przyjechała do kurortu na narty. Na miejscu znajdowali się także rodzice chłopca. Tego dnia wiał bardzo silny wiatr halny. Przy popularnej stacji narciarskiej nagle runęła masywna, drewniana brama witająca turystów, przygniatając babcię i jej 7-letniego wnuczka. Kobieta zmarła na miejscu. Chłopiec w bardzo ciężkim stanie został przetransportowany śmigłowcem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Lekarze przez kilka dni walczyli o jego życie, nie udało się jednak go uratować.

Zdaniem śledczych, za wypadek winę ponosi członek zarządu firmy, do której należy hotel.  Był on odpowiedzialny za utrzymanie właściwego stanu technicznego drewnianej bramy. Za nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch osób może mu grozić nawet pięć lat więzienia.

Zobacz też: Szczytno: wypadek w wesołym miasteczku. Nie żyje chłopiec

Podejrzany nie przyznał się do stawianych zarzutów i złożył stosowne wyjaśnienia. Na tym etapie nie możemy udzielać dalszych szczegółowych informacji – mówi  Rafał Porębski z Prokuratury Rejonowej w Zakopanem.

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz