Szczepionki albo ślepy los

Wydawało się, że nieszczepienie dzieci to moda, która szybko przeminie. Tymczasem zatacza coraz szersze kręgi: w Polsce w pierwszej połowie tego roku rodzice nie poddali szczepieniom obowiązkowym 26 tysięcy dzieci! Lekarze alarmują, że w tym tempie szybko dotrzemy do granicy ryzyka, a choroby zakaźne powrócą.

szczepionka

Poddawanie w wątpliwość sensu powszechnych szczepień jest absurdalne – tłumaczy w rozmowie dr n. med. Paweł Grzesiowski, sekretarz Pediatrycznego Zespołu Ekspertów do spraw Programu Szczepień Ochronnych przy Ministerstwie Zdrowia.

Czytając niektóre artykuły w gazetach lub w Internecie, a nawet słuchając niektórych czołowych polskich polityków, można pomyśleć, że zapomnieliśmy przed czym chronią szczepionki i po co w ogóle się szczepić?

Zacząłbym od postaw, czyli od chorób zakaźnych. Jak sama nazwa wskazuje, każdy chory może zarazić jedną, dwie, kilkanaście lub więcej osób. To przecież historyczny fakt, że epidemie różnych chorób zabiły więcej ludzi niż wszystkie toczone przez nich wojny. W erze przed szczepionkami było dziełem przypadku, czy człowiek zachoruje, czy nie. A wtedy zdecydowana większość ludzi rzadko opuszczała swoje miejsce zamieszkania, więc choćby z tego powodu rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych miało charakter lokalny. Szczepienia to przygotowanie organizmu poprzez odporność poszczepienną przeciw konkretnym rodzajom bakterii i wirusów. To tarcza, którą zawsze mamy przy sobie. Alternatywą dla szczepień jest unikanie kontaktów i powrót do ery przednaukowej, kiedy byliśmy w tej kwestii zmuszeni zdać się na los. Z taką wizją nie godzi się absolutna większość współczesnych ludzi. Gdy ktoś zachoruje, korzysta przecież z osiągnięć medycyny, a nie czeka na naturalny bieg wydarzeń. 

Dlaczego więc coraz więcej osób, nawet wykształconych, nie szczepi swoich dzieci? Sądzą, że choroby zakaźne należą już do przeszłości, czy może robią to z wyrachowania,  uważają, że inni zaszczepieni stworzą ich dziecku „ochronny kokon” i ono – nawet bez szczepień – nie zachoruje?

Nie sądzę, żeby nawet wykształceni ludzie tak kalkulowali, nie szczepiąc swoich dzieci. Myślę, że są po prostu ofiarami epidemii internetowej paniki związanej z bezpieczeństwem szczepionek. Nie łatwo oprzeć się tylu informacjom o szkodliwości szczepień. To działa na wyobraźnię i mało kto zastanowi się, że gdyby szczepienia były istotnie tak niebezpieczne, to przy masowym ich stosowaniu (a w Polsce każdego roku  szczepi się 380 tys. z 400 tys. nowo narodzonych dzieci), mielibyśmy prawdziwą epidemię inwalidztwa poszczepiennego. A rzeczywistość jest zupełnie inna, poważne problemy zdrowotne występują sporadycznie, około 1 raz na 10-100 tys. szczepień, w zależności od typu szczepionki. Szczepionki to najlepiej przebadane medyczne preparaty. Zanim zostaną dopuszczone do obrotu, ich działanie sprawdzane jest w badaniach klinicznych na setkach tysięcy osób, podczas gdy większość nowych leków na dziesiątkach tysięcy. Każda nowa seria szczepionki jest w Polsce  badana przez Państwowy Zakład Higieny.

A jednak zdarzają się tzw. NOP czyli niepożądane odczyny poszczepienne. Ludzie się tego boją. W Intermecie można przeczytać, że wolą, by dziecko „naturalnie przeszło chorobę” zamiast narażać je na ciężkie powikłania poszczepienne.

Groźne powikłania poszczepienne zdarzają się niezmiernie rzadko. Skrajnie ciężkie, takie jak wstrząs anafilaktyczny czy zapalenie mózgu – ultrarzadko czyli np. 1 raz na milion szczepień. Uważa się zresztą, że nie są one wywołane przez samą szczepionkę, a przez wadę układu odpornościowego dziecka, które reaguje na szczepienie tak jakby miało alergię. Dużo częściej natomiast choroba u nieszczepionego dziecka może zakończyć się tragedią: śmiercią lub groźnymi powikłaniami – w przypadku odry czy polio na całe życie. Żadna ze szczepionek nie powstała ot tak sobie, ich zadanie to ochrona ludzi przed śmiercią lub kalectwem. Dziś już mało kto pamięta, że jeszcze na początku ubiegłego wieku krztusiec zbierał śmiertelne żniwo wśród małych dzieci. Ludzie się z tym godzili, bo nie mieli wyjścia. Z ośmiorga dzieci więcej niż połowa mogła nie dożyć dorosłości. Dziś to niewyobrażalne właśnie dzięki szczepieniom. Nie spotyka się też na ulicach polskich miast  sparaliżowanych ludzi w wyniku polio.

Warto wiedzieć, że szczepionki stosowane w pierwszym roku życia dziecka, oprócz szczepionki przeciwko gruźlicy, to tzw. szczepionki martwe, czyli nie zawierające żywych, zdolnych do zakażenia mikrobów. Gruźlica natomiast jest szczepionką żywą, zawierającą osłabione szczepy bakterii i teoretycznie w przypadku dziecka z ciężkimi wrodzonymi niedoborami odporności może być niebezpieczna. Ale ciężka postać wrodzonych niedoborów odporności może wystąpić raz na kilkaset tysięcy urodzeń. Musimy pamiętać, że sama gruźlica jest nieporównanie bardziej niebezpieczna niż szczepionka i cały czas aktywna w wielu krajach świata.

Czy należy się ściśle trzymać kalendarza szczepień?

Co do zasady – tak, choć można na przykład odroczyć szczepienie przeciwko żółtaczce WZW B z pierwszej doby na trzeci miesiąc życia dziecka, pod warunkiem, że matka wykonała w czasie ciąży wszystkie badania wykluczające to zakażenie. Tego typu zmiany muszą być jednak omówione z lekarzem i opierać się na racjonalnych przesłankach. Jeśli noworodek zarazi się WZW B w okresie okołoporodowym, w ciągu kilku lat rozwinie się u niego ciężka niewydolność wątroby. Dostosowanie terminów szczepień do indywidualnej sytuacji zdrowotnej nie polegają jednak na kwestionowaniu całego kalendarza. Nie można dowolnie przesuwać terminu szczepienia – zwłaszcza kolejnej dawki. Wydłużenie czasu między szczepieniami często osłabia działanie wcześniejszej dawki.

Co kryje się pod nazwą „szczepienia obowiązkowe”?

To są darmowe szczepienia, które uznano za najważniejsze z punktu widzenia zdrowia jednostki i całej populacji. Programem objęte są dzieci, młodzież oraz  grupy osób szczególnie narażonych na zakażenie (np. przeciwko wściekliźnie osoby ugryzione przez zwierzę, a przeciwko żółtaczce WZW A i B lekarze oraz studenci szkół medycznych). Szczepienia te nie są przymusowe, ale NIEUZASADNIONA odmowa ich wykonania grozi karą administracyjną. Lekarz o takim fakcie ma obowiązek powiadomić Sanepid, który przekazuje informację do organów wojewódzkich, które mogą nałożyć na rodziców karę finansową.

A szczepienia zalecane?

To wszystkie inne szczepienia, których nie finansuje publiczny ubezpieczyciel. Zwykle ze względu na ograniczenia finansowe albo z powodu braku określonej choroby w Polsce, a nie dlatego, że są gorsze. W tym roku minister zdrowia wpisał na listę szczepień obowiązkowych szczepionkę przeciwko pneumokokom dla wszystkich dzieci. Wcześniej podawano ją bezpłatnie jedynie dzieciom z grup ryzyka, m.in. wcześniakom. Była więc do niedawna szczepieniem zalecanym, którego koszty rodzice musieli ponosić z własnej kieszeni. Na liście szczepień zalecanych są nadal szczepionki przeciwko meningokokom, rotawirusom, żółtaczce typu A, kleszczowemu zapaleniu mózgu, grypie, wirusowi brodawczaka ludzkiego HPV. Istnieje też grupa szczepień zalecanych w konkretnych sytuacjach, np. w podróżach. W zależności od kraju będą to szczepienia przeciwko  żółtej febrze, WZW A  i B , durowi brzusznemu, cholerze, japońskiemu zapaleniu mózgu. Płatne z własnej kieszeni są również szczepionki wysoko skojarzone np. 4 w 1 czy 5 w 1. Ale stosując je, zmniejsza się liczbę koniecznych wkłuć, a więc oszczędza się dziecku stresu.

Często słyszy się opinie, że tylko w Polsce – spośród krajów  Europejskich – istnieje lista obowiązkowych szczepień, że w innych krajach są one dobrowolne.

To nieprawda. Połowa krajów europejskich stosuje obowiązek szczepień, a w innych są różne mechanizmy nakłaniające rodziców do szczepienia dzieci. Tam, gdzie ilość wyszczepionych dzieci jest mniejsza w ostatnich latach doszło do tzw. epidemii wyrównawczych odry i krztuśca. Dzieje się tak, gdy liczba osób nieuodpornionych przekracza bezpieczną granicę – 10% populacji. Można powiedzieć, że szczepionki stały się ofiarą swego sukcesu. Ludzie przestali chorować, więc część z nich uznała, że szczepienia są zbędne. A przecież wirusy i bakterie nie zniknęły. Na świecie wciąż 1,4 miliona dzieci do 5. r. ż. umiera na odrę. Część krajów europejskich wprowadza obowiązek niektórych szczepień. Albo – jak np. we Włoszech czy w Niemczech –  dzieci nie zaszczepione nie są przyjmowane do przedszkoli. W USA i w Australii nie szczepione dzieci nie mogą uczyć się w szkołach publicznych, a w Australii dodatkowo ich rodzice zostaną pozbawieni finansowego wsparcia państwa.

rozmawiała Ewa Stasiuk

 

 

Oryginalnie materiał pojawił się w magazynie Ach! Na Zdrowie.

 

Komentarze (3)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

waldi
2018-02-06 08:56:32

ludzie nie czytajcie propagandy tylko uświadamiajcie się we własnym zakresie na temat ryzyka szczepień związanego z zawartością toksyn, metali ciężkich czy retrowirusów, żądajmy wolnego wyboru, precz z przymusem toksycznych szczepień!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
zofia
2018-02-05 13:22:06

ile wam płacą koncerny farmaceutyczne za tą propagandę i naganianie ludzi do toksycznych szczepionek ?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Aneta
2018-02-04 21:55:03

ten człowiek jest dla mnie całkowicie niewiarygodny, za dużo NOPów w rodzinie aby mu wierzyć...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz