Epidemiolodzy: rezygnacja ze szczepienia dzieci oznacza ryzyko dla całego społeczeństwa

Szczepionki  uratowały miliony istnień, uwalniając nas od epidemii, dziesiątkujących ludzkość przez tysiąclecia.

szczepienie chlopca

Dlaczego więc, wbrew naukowym faktom, coraz więcej osób jest skłonnych rezygnować ze szczepienia swoich dzieci? I na jakiej podstawie sądzą, że robią to dla ich dobra? Epidemiolodzy nie mają złudzeń: eskalacja takich postaw oznacza zwiększające się ryzyko dla całego społeczeństwa.

Współcześni działacze ruchów antyszczepionkowych i ich zwolennicy, twierdzą, że za ich poglądami stoją dowody naukowe. Ich bohaterem jest brytyjski lekarz Andrew Wakefield, który w lutym 1998 roku na łamach prestiżowego naukowego czasopisma „The Lancet” opublikował pamiętny artykuł na temat szczepionki MMR.  Twierdził w nim, że następstwem szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce jest autyzm. Wielu rodziców uwierzyło mu i nie zmieniło zdania, nawet wtedy, gdy artykuł został wycofany, a brytyjskiemu lekarzowi udowodniono, że badania przeprowadził nierzetelnie i nieuczciwie.

Mimo licznych prób, innym badaczom nie udało się do tej pory potwierdzić związku szczepionki z autyzmem. A w świecie nauki wynik pojedynczego badania uzyskuje wiarygodność dopiero wtedy, gdy potwierdzi go odpowiednio duża liczba podobnych rezultatów. Inaczej wynik badań uważa się za przypadkowy, a wyciągane wnioski za fałszywe. 

Jednak pogląd, że szkodliwość szczepień została udowodniona naukowo, zaczął żyć swoim życiem.  W jego rozpowszechnianiu nie przeszkodził nawet fakt, że za manipulowanie badaniami dla udowodnienia swojej tezy, Wakefielda pozbawiono prawa wykonywania zawodu. Okazało się też, że był opłacony przez organizację antyszczepionkową, chcącą zdyskredytować szczepionkę MMR. Co wcale nie znaczy, że ruchy antyszczepionkowe są współczesnym zjawiskiem, wykorzystującym nieuczciwych naukowców i nieprawidłowo wykonane lub niepotwierdzone badania.

Strach ma swoją historię

Idea ochrony ludzi przed poważnymi chorobami dzięki podawaniu specjalnie przygotowanych preparatów medycznych, zawierających patogeny od początku wzbudzała kontrowersje. Tak było i w przypadku pierwszej szczepionki w dziejach ludzkości – przeciwko czarnej ospie. Dla wielu osób, mimo że były naocznymi świadkami śmiertelnych skutków epidemii, barierą trudną do przejścia była akceptacja podawania ludziom materiałów odzwierzęcych. Obawiano się wręcz, że zaszczepieni  nabędą cech zwierzęcych lub (co dziś brzmi racjonalniej) zarażą się jakąś odzwierzęcą infekcją.

Zdarzali się też duchowni, twierdzący, że taka metoda zapobiegająca chorobom jest niechrześcijańska. Niektórzy, podobnie jak dzisiaj, nie ufali lekarzom. A gdy szczepienia stały się obowiązkowe, wielu mieszkańców takich krajów jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone odebrało przymus jako pogwałcenie praw i wolności obywatelskich, m.in. prawa do wyboru i ochrony swych dzieci.

Od tego czasu fale antyszczepionkowych ruchów opadały i przybierały na sile. Od czasu opublikowania artykułu Wakefielda, w krajach zachodnich mamy do czynienia z ponownym wzmożeniem antyszczepionkowych idei, które również przenikają do Polski. I mimo powoływania się na niby naukowe badania, argumenty przeciwników szczepień niewiele różnią się od tych sprzed 200 lat. Bo jak wytłumaczyć decyzję rodziców z Białogardu, odmawiających poddania swojego nowo narodzonego dziecka standardowym zabiegom medycznym, inaczej niż ich prawem do swoiście pojmowanej ochrony dziecka? Rzeczywiście, rodzice mający prawa rodzicielskie mogą podejmować w imieniu swoich dzieci decyzje dotyczące ich zdrowia. Tylko czy zrozumielibyśmy matkę lub ojca, odmawiających leczenia dziecka w imię prawa do wolności decyzji? Raczej nie.

Większość z nas nie chciałaby też pewnie, by rozstrzygnięcie istotnych kwestii dotyczących życia i zdrowia pozostawiać jedynie w rękach rodziców, na przykład kierujących się pseudonaukowymi lub nieprawdziwymi informacjami czy ideologią.  W przypadku dzieci do 16 r.ż. zgodę lub odmowę wyrażają rodzice, dlatego w sytuacjach konfliktu między prawem pacjenta do wyrażenia zgody na terapię a obowiązkiem lekarza do prowadzenia procedur medycznych, wyrok wydaje sąd. W sytuacji jaka miała miejsce w Białogardzie lekarz miał obowiązek zawiadomić sąd rodzinny, inaczej łamie prawo. Czasowe ograniczenie praw rodzicielskich przez sąd jest bezpiecznikiem, gwarantującym, że zdrowie dziecka nie stanie się zakładnikiem pseudonaukowych zabobonów, którym hołdują jego opiekunowie.

Czy jesteśmy dziś bezpieczni?

Tak zwana wyszczepialność (odsetek zaszczepionych) w Polsce wynosi 95 proc., jest więc dość wysoka. Ale liczba odmów szczepień dzieci cały czas rośnie: w 2002 roku zarejestrowano około dwóch  tysięcy takich odmów.  W 2015 było to już ponad 16,5 tysiąca, w 2016 roku ponad 23 tysiące, a na koniec II kwartału 2017 roku niemal 26 tysięcy! Takie tempo może sprawić, że szybko przekroczymy granicę ryzyka, wynoszącą 10 proc. niezaszczepionych. Wtedy na choroby zakaźne narażeni będą przede wszystkim ci najsłabsi, czyli chorzy, seniorzy i malutkie dzieci, jeszcze przed wyznaczonymi terminami obowiązkowych szczepień.

Od kilku lat w Europie Zachodniej, w krajach gdzie odsetek zaszczepionych jest mniejszy niż w Polsce, co rusz wybuchają ogniska odry, krztuśca, błonicy. Rodzice, obawiając się często mało realnych zagrożeń, narażają dzieci na potencjalnie śmiertelne choroby – tak jak rodzice sześciolatka z Barcelony, który w 2015 roku zmarł na błonicę. Nim w Polsce w 1954 roku wprowadzono obowiązkowe szczepienia przeciwko tej chorobie odnotowywano ponad 40 tys. zachorowań i trzy tysiące zgonów rocznie.

Dzięki masowym szczepieniom liczba zachorowań zaczęła spadać. W latach 70. XX wieku stwierdzono już tylko kilka takich przypadków rocznie, dziś nie ma ich wcale. Ale to może się zmienić, gdy zacznie rosnąć liczba niezaszczepionych dzieci. Dobrym przykładem ilustrującym taki rozwój wypadków jest Japonia, w której pod wpływem społecznej presji w 1994 roku zniesiono obowiązek szczepień i w ciągu następnych czterech lat na odrę zachorowało 200 tys. osób.

 

Ewa Stasiuk

 

Oryginalnie materiał pojawił się w magazynie Ach! Na Zdrowie.

 

 

 

Komentarze (2)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anna78
2018-02-05 17:00:54

supermamy.pl nie wierzę w ani jedno Wasze słowo jeśli chodzi o tematykę szczepień. Nie zadaliście sobie trudu na rozmowę z rodzicami dzieci uszkodzonych przez szczepienia i stajecie po jednej stronie, nieładnie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
adi
2018-02-05 13:07:13

znowu propaganda proszczepionkowa, jak byście się edukowali to byście wiedzieli że zachorowalność na te choroby spadała już przed wprowadzeniem szczepień, a do tego współczesne szczepionki nafaszerowane są neurotoksynami w postaci aluminium, rtęci czy formaldehydu. Precz z przymusem szczepień i mafią farmaceutyczną!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz